Za tydzień zacznę 9. miesiąc ciąży. Rany, jak to zleciało! W ubiegłym tygodniu, gdy jeszcze była tu moja mama byliśmy na kolejnej wizycie u doktorka Aliego. Wizyta jak zwykle trwała może z 5 minut. Podczas USG pokazał nam buziolek Laury, ale ogólnie jest już tak duża, że trudno ją objąć obrazem. Doktorek wszystkie parametry skomentował jako "super", łącznie z ilością wód płodowych, długością pępowiny i wymiarami dziecka. Laura ważyła już 2200g :)
Doktorek z twarzą pełna skupienia oznajmił mi też, że od teraz będzie mnie informował o przebiegu porodu. Pomyślałam, że wreszcie coś ciekawego :D A ten zaczyna, że jest coś takiego jak znieczulenie, ale żebym sobie czasem nie pomyślała, że w ogóle przestanie mnie boleć :))))) Ogólnie rzecz ujmując, niczego ciekawego się nie dowiedziałam i z każdym wypowiadanym przez niego słowem spoglądałam na niego z coraz większym zdziwieniem. H. starał się mnie uspokoić, że facet przyzwyczaił się już do mówienia o takich zdawałoby się sprawach oczywistych, bo baby tureckie są ciemne i nic nie kumają. Skoro tak, to ja chyba po mojej lekturze wujka Googla, wszystkich blogach, relacjach i artykułach okołociążowych i dzieciowych, które przeczytałam do tej pory, powinnam od razu podchodzić do egzaminu lekarskiego.
Doktorek na koniec swojego arcyciekawego wywodu, zapytał podchwytliwie, czy ja będę chciała znieczulenie. Odpowiedziałam, że nie wiem, zobaczymy jak się sprawa rozwinie, ale prawdopodobnie będę chciała - no bo dlaczego niby miałabym nie chcieć?????
Termin kolejnej wizyty wyznaczył na za 2 tygodnie :]]]]]] no i nawet już chciałam skomentować, że coś za szybko chyba, ale zaraz po tym uświadomiłam sobie, że będę już wtedy w 9. miesiącu więc tak częste wizyty wreszcie zaczną mieć jakiś sens. Następnym razem będą mi robić jakieś dodatkowe badania. Z opisu doktorka zrozumiałam, że będzie to chyba KTG, ale pewna nie jestem, bo coś skomplikowanie to brzmiało :)
Z dolegliwości ciążowych niemal na nic nie narzekam. Czuję się tylko cięęęężka jak słoń. Żal mi własnych nóg, że muszą taki ciężar dźwigać. Do tej pory przybyło mi 10kg, ale czuję się jakby to było jeszcze raz tyle. Brzuch mam wciąż bardzo wysoko, mała naciska mi chyba na przeponę, bo bardzo często brakuje mi tchu. Poza tym Laura nieustannie majstruje coś przy moich wnętrznościach. Nie wiem dokładnie co tam kombinuje, ale doznania te nie należą do przyjemnych. Poza tym jak czasem wypnie dupkę, to mam wrażenie, że zaraz wyskoczy mi przez pępek (rozciągnięty już do granic możliwości).
Z racji, że to już końcówka 34. tygodnia, powinnam się chyba zabrać za pranie, prasowanie, wyparzanie, itp. Tylko, że.... zupełnie mi się nie chce :) Z racji, że lato wciąż trwa, wynajmujemy nasze poddasze turystom. Czyli przeciętnie co 2-3dni mam dwie porcje prania. Trudno mi wręcz znaleźć moment by wyprać laurowe ciuszki, a jak już znajdę, to żal mi męczyć pralkę 3. raz w ciągu dnia ;)
Poza tym upał trwa w najlepsze, więc jak tylko pomyślę o prasowaniu, dostaję białej gorączki. Dzisiaj był chyba najgorętszy dzień lata. Gdy tylko otworzyłam drzwi balkonowe poczułam uderzenie gorącego powietrza, dokładnie takie jak z suszarki do włosów. D-r-a-m-a-t. Wieje nawet silny wiatr, ale gorący. Termometr w cieniu pokazuje 42 stopnie więc wolę się nawet nie zastanawiać ile musi być w słońcu. Dzięki Ci, Panie Boże, za klimatyzację.
Jestem już umęczona tym latem i z wielką zazdrością czytam u Was, że w Polsce zaczyna się jesień. Spoglądam z utęsknieniem na zimowe swetry i marzę o chwili, gdy przykryję się z przyjemnością kołdrą. A w telewizji jak na złość pokazują wciąż Frozen - tą animację z zeszłego roku. Taaak, właśnie o takiej zimie marzę, ale na spokojnie, kiedy już będziemy z Laurą u moich rodziców w domu :D



























