czwartek, 25 sierpnia 2016

Koniec lata :(((

Melduję, że żyjemy. Cieszymy się latem i obecnością dziadków na zmianę :) Laura szczęśliwa, że codziennie urozmaicamy jej plan dnia kilkugodzinnymi zabawami w parku, że do zabawy jest nas więcej i że nie musi wstawać z nami o 7. Tak, tak… obecność dziadków na miejscu to niekończące się zalety…
Z Laurencji zrobił się mały przytulaśnik. No wciąąąż się tuli, znienacka obejmuje mi nogę, przykleja łepek do ramienia, atakuje buziakiem, słodzizna mała :)

Najgorsze są tylko te poranne pożegnania. Najlepiej to chyba wychodzi, gdy uda nam się wyjść do pracy, gdy Laura jeszcze śpi. Podobno gdy się budzi woła mamę, ale szybko akceptuje stan rzeczy i zajmuje się bajkami i swoimi sprawami. Jednak gdy zaraz po obudzeniu widzi, że my już szykujemy się do wyjścia jest rozpacz. Bo ona chce poranne przytulaski, a my w pośpiechu. Bo chce iść z nami a tu nie można… Całe szczęście, ta jej rozpacz nie trwa podobno długo po naszym wyjściu, ale wiecie jak się wtedy czuję.

Sprawy nie ułatwia trochę mój tato, choć wiem dobrze, że ma dobre intencje. Gdy wracam do domu stara się mnie we wszystkim wyręczać, a mnie każe spędzać czas z córką “bo ona bardzo za tobą tęskni, gdy ją opuszczasz”. No wiem, ja też, ale ja jej nie opuszczam, do pracy tylko idę! Źle się z tym czuję, wiem, że wyrzuty sumienia są tutaj absurdalne, ale i tak lekkie odczuwam.

Pogoda daje nam tymczasem coraz bardziej znać, że lato się kończy, a zbliża jesień.

Oczywiście na wyprzedaże się mocno spóźniliśmy (a mówiłam!) i tym sposobem wczoraj wyposażyliśmy Laurencję w jesienne obuwie. Tym samym zauważyliśmy, że w bucikach, które do tej pory nosiła odkształciło się wgłębienie na duży paluszek czyli shit shit shit zakładaliśmy dziecku za małe buty. Swoją drogą trochę mnie zamurowało, gdy zdałam sobie sprawę, że laurowa nóżka nagle urosła prawie 3 rozmiary! Buciki jesienne załatwione, buciki do niani załatwione, ale te, które Laura nosi teraz najczęściej, czyli adidaski, wolałabym kupić jej wiosną, bo pewnie przez zimę znów jej stópka urośnie. Teraz mamy rozkminkę czy są jej za małe czy nie… Zdaje się, że w sam raz, ale jestem już przewrażliwiona.


Poza tym planujemy nasze wakacje. Tak tak jeszcze nie były nam dane. Ale ciężko nam to idzie, bo mamy mega pecha, że w maju H. skończyło się pozwolenie na pobyt i musiał złożyć wniosek o nowy. A musicie wiedzieć, że jest to droga krzyżowa, bo nie dość, że trzeba wykazać milion pięćset dokumentów, przeżyć wizytę straży granicznej i wypytywanie o nas naszych sąsiadów, których prawie nie znamy, to jeszcze średni czas oczekiwania to teraz 6 mcy!!!! A przez ten czas H. nie może wyjeżdżać z Polski i przez to właśnie jesteśmy uziemieni. Marzyły nam się Włochy albo Majorka, a ostatecznie nawet i Turcja, ale pozwolenia wciąż nie ma więc nasze plany na wakacje we wrześniu trzeba będzie chyba ponownie odłożyć…

Wrzesień... aż trudno mi uwierzyć, że już za tydzień zaczniemy z Laurą tą całą poranno-popołudniową gonitwę. Stanie w korku na trasie do/od niani, strach czy zdążę odebrać Laurę na czas, budzenie jej rano i wyciąganie na siłę z ciepłego łóżka... Aż brzuch mnie boli na samą myśl o tym :(



Tak umilamy naszemu Bączkowi czas w deszczowe dni. Myśleliśmy, że znudzi się po 5 min. a tymczasem Laurencja w pełnym skupieniu jeździła przez bite pół godziny i pewnie miała ochotę na więcej :) Tata też się wybawił, a co ;-)


wtorek, 9 sierpnia 2016

Sierpniowe zmiany

Czas leci, a mnie robią się kolejne blogowe zaległości.

Taaak… zaczął się sierpień, a wraz z nim nasza niania poszła na miesięczny urlop. Nie było to dla nas niespodzianką, bo od samego początku naszej współpracy mówiła, że w sierpniu nie pracuje, ale nie zmieniło to wcale faktu, że zagospodarowanie opieki nad Laurą w tym miesiącu było nie lada wyzwaniem. Do zadań do zrealizowania w najbliższej przyszłości dokładam znalezienie żłobko-przedszkoda, najlepiej na trasie do pracy i na tyle oficjalnego by w tym jednym miesiącu w roku, gdy placówka jest zamykana, wskazywano od razu placówkę zastępczą… Suma sumarum poratowali nas moi rodzice, którzy będą się opiekowali Laurą na zmianę. Na razie jednak przez pierwszy tydzień Laura była pod opieką drugiej niani.

Ta druga niania to pani Joasia, która była pomocą u niani pierwszej, czyli Laura dobrze ją znała. Znała i lubiła :) Martwiłam się tylko czy będzie ją pamiętała, bo przez cały lipiec się nie widziały. Okazało się, że niania Joasia mieszka całkiem blisko nas więc wreszcie ominęły mnie jazdy i stanie w korkach. Gdy zawiozłam Laurę w poniedziałek, spojrzała na nianię zaskoczona a potem elegancko wyciągnęła rączki i pożegnała się z mamą :) takie mam anioł dziecko.

Szczęśliwym trafem niania ma synka w wieku naszej Laurencji i starszą córkę, która ponoć marzy o siostrze :) W każdym razie Laura świetnie się tam czuła, a ja miałam pewność, że jest dobrze zaopiekowana. Niania po moim powrocie zdawała mi szczegółową relację z jej poczynać (tego brakowało mi u drugiej niani - tekst “wszystko ok, jechać do domu” nie zaspokaja mojej ciekawości ile moje dziecko spało, czy zrobiło kupę, ile zjadło itp.), a nawet wysyłała zdjęcia. Super sprawa.

Laura tak dokazywała z synkiem niani, że chłopiec, który od miesiąca podobno ciągnął już bez dziennej drzemki padał na bite 3 godziny :D :D :D Laura podobno też tyle spała, ale to połowicznie zwalam na ostatnio kiepskie noce. Coś się moje dziecko ostatnio popsuło i niema co noc mamy akcje usypianiowe… a było już tak dobrze. W rezultacie rano wszyscy, łącznie z Laurą, padamy na twarz.

Poza tym niania ostatniego dnia zdradziła mi, że Laurencja od trzech dni zasypia SAMA w ŁÓŻECZKU (!!!). Czy to jakieś rozdwojenie osobowości czy cuś??? Bo w domu to nikt oprócz mnie to usypiania dziecka absolutnie zabrać się nie może, bo jest krzyk, wrzask i walenie głową o podłogę. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym zaraz tego samego dnia po otrzymaniu takiego njuwsa nie kazała H. próbować uśpić dziecko. Nom, to nie doszli nawet do sypialni - tyle w temacie.

Tymczasem w sobotę na etat przyjechała babcia. I Laurencja ją uwielbia! Tulą się, dają buziaki, po prostu miodzio. Wczoraj mama została z nią pierwszy raz sama i Laura spała ponad 3h tak, że mama podobno aż zaczęła się nudzić ;)



Oby tak dalej!

Laura z synkiem niani :)