poniedziałek, 27 marca 2017

Jajowy detoks

Mamy fazę na jaja. A właściwie Laura ma. I bardzo boleśnie przechodzi jajowy detoks. Już wyjaśniam o co kaman.

Zaczęło się od you tuba. Boszsz... ten internet to jednak całe zło. Z racji, że niestety dość często zdarza się, że nasze dziecko przeżywa dzikie tantrum, ryczy, beczy, a nawet wali się sama po głowie, filmiki na youtubie były często wybawicielem, który skutecznie odwracał jej uwagę i pozwalał się wyciszyć. Laura dość szybko sprecyzowała swoje preferencje filmowe - z wyjątkowym namaszczeniem, w ciszy i spokoju i ogromnym zainteresowaniem zaczęła oglądać filmiki, na których totalnie szaleni ludzie otwierają kilkadziesiąt jajek-niespodzianek... 

No więc najpierw oglądała. Potem zaczęła zauważać w sklepie. Potem się domagać... A wiecie jakie to nasze dziecię słodkie potrafi być? Jak potrafi spojrzeć się wzrokiem słynnego kota ze Shreka? Jak buziakiem potrafi zaskoczyć? Jak ładnie mówi "chcie, chcie!!!". No to ulegaliśmy. Raz, dwa, gdy szło się po chleb, gdy wracało się z pracy. Przyznaję, że ja częściej. Aż w końcu doszło do tego, że gdy po powrocie do domu nie wyciągaliśmy jaja z kieszeni Laura wybuchała płaczem. No więc zaczęliśmy na to uważać. 

A potem była choroba i Laurą przez ponad tydzień zajmował się dziadek. Wiecie, dziadek stęskniony za wnuczką i niepotrafiący odmówić tym wielkim oczyskom... Nie wiem ile jaj zostało kupionych, ale po ilości plastikowych pierdółek, które zaczęłam codziennie znajdować wnioskuję, że naprawdę całkiem sporo.

I teraz mamy problem. Bo Laurencja w nocy, przez sen, potrafi krzyczeć i jęczeć "jaja...jaja...". A potem walić nogami po ściankach łóżeczka, rzucać się na prawo lewo, po prostu kosmos.... A my zaspani, ledwo kontaktujący na przeciw cholernym jajom...


sobota, 18 marca 2017

Pomór

No i zatoczyliśmy koło, drogie ciocie. 

Podczas gdy cała nasza trójeczka wychodziła już z tymi zimowymi choróbskami na prostą jesteśmy znowu na etapie totalnego rozkładu. Laura ma po raz kolejny ostre zapalenie uszu - od tygodnia urzęduje z dziadkiem w domu. Ja rozkładam się etapami. Najpierw mega katar i mega kaszel, potem jakieś dziwne swędzące wykwity na szyji, aż w końcu ponownie zapalenie spojówek. Najchętniej pracowałabym z domu, ale nie mogę, bo gdy ja jestem w domu, Laura nikomu nie pozwala się dotykać, czyli o pracowaniu nawet przy pomocy dziadka mogłabym zapomnieć. Siedzę więc cicho i potulnie obcieram oczy. Sama już nie wiedziałam od jakiego lekarza zacząć, ale za radą koleżanki jadę od góry do dołu - oczy, szyja, cycki... ;-) Z Laurą niby już lepiej, ale dzisiaj znowu obudziła się z "ała, ała" i łapaniem za ucho podczas gdy dokładnie wczoraj podałam jej ostatnią dawkę antybiotyku więc jutro znowu trzeba pomaszerować na kontrolę.

Jestem już tak zmęczona tym ciągłym chorowaniem, że naprawdę mam wszystkiego serdecznie dosyć. Nasz dom jawi mi się teraz jako wylęgarnia zarazków. Pogoda coraz ładniejsza, a ja wciąż mam wątpliwości czy na spacer możemy wyjść. Niech już będzie ciepło i sucho....

Podczas chorowania Laura bije wszelkie rekordy w wymyslaniu nowych zabaw :-)