wtorek, 1 listopada 2016

Na szybko

Macie rację - mało mnie tu, zdecydowanie za mało i jestem tego świadoma. Ale mój obecny świat tak pędzi, tak zasuwa, że nie nadążam. Wiem, że to taka moja wada, że staram się w niczym nie odpuszczać, w niczym co dotyczy moich najbliższych i przez to z tego wolnego czasu, który mi pozostaje, dla mnie nie ma już nic. 

Od ostatniego posta minęło tyle czasu, że już nawet nie pamiętam co było po kolei. Jak myślę sobie o tym czasie to jedyne co przychodzi mi do głowy to jeden wielki młyn - praca, korki, pichcenie na szybko obiadów, wieczory z Laurą, kolejne poranki, pośpiech, pośpiech i jeszcze raz pośpiech z jesienią i coraz gorszą pogodą w tle.

Może lepiej przeskoczę od razu do spraw bieżących.

Jesteśmy u moich rodziców. H. zdesperowany naciskami swojego pracodawcy by wykorzystał wreszcie pozostały mu urlop (a trzymał go na wyjazd do Turcji, tyle że do tego potrzebuje karty pobytu w Polsce, a tu procedura trwa i trwa już 7 mcy), wziął sobie cały ten tydzień, a ja poniedziałek i środę - jutro i tak stwierdziliśmy, że jest to na tyle długie "wolne", że warto się do dziadków przejechać. Nie pamiętam już kiedy ostatnio było mi dane spędzić to święto w rodzinnym domu. Oczywiście z Laurą wszystko jest inaczej.

Przyjechaliśmy w sobotę rano. Laurencja wyczuła chyba co się kręci i obudziła się już o 5 rano. Po szybkiej naradzie zdecydowaliśmy wykorzystać tą wczesną pobudkę i wyjechać z Wrocka zanim wszystkie korki rozkręcą się na dobre. Tu na miejscu Laura szaleje. Tyle osób pod ręką, no i dziadek... Dziadek wielka miłość. Ich głupiznom nie ma końca. Do tego pieski, ciocia, babcia i my, gdzieś na szarym końcu. Oczywiście staramy się łapać z H. te wolne chwile, ale w tym całym rozgardiaszu jak zwykle nie ma ich zbyt wiele. Fajnie jest mieć inne osoby, które w dowolnej chwili można poprosić o chwilę  uwagi na Laurę by np. ze spokojem iść do kibelka, z drugiej strony jednak większa powierzchnia mieszkania i przede wszystkim fakt istnienia schodów, po których Laura co prawda wchodzi coraz lepiej, ale nigdy nie wiadomo, sprawia, że wciąż za nią biegamy. Nie to co 60mkw we Wrocławiu na jednym poziomie - z pozycji kanapy ogarniamy prawie całe mieszkanie więc Laura biega samopas na totalnym luzie. Tu wciąż coś - Laura rusza w kierunku schodów, my za nią, chce jej się pić - biegnij na dół do kuchni i tak w koło. Udało mi się z tego wyskrobać wizytę u fryzjera i szybkie kino z mężem i siostrą ;-)

Poza tym Laurze uaktywniło się jakieś mega wzmorzone cyckowanie, którego przyznaję z ręką na sercu mam coraz bardziej dość. To już nie tylko rano i w nocy. Teraz, gdy Laura ma mnie cały dzień potrafi co 30min przyjść, rozwalić mi się na kolanach i ciągnąć za dekolt. A ja czuję się coraz bardziej umęczona. Do tego dodajcie sobie wiadomo-jakie spojrzenia pozostałych domowników i możecie sobie wyobrazić jak się czuję. Właśnie przed chwilą H. zapytał (chyba bardziej retorycznie) co bym powiedziała na to, że on tu zostanie z Laurą do weekendu, a ja wrócę sobie do nich w piątek. Wiecie, tak na poczet odstawiania od piersi. Odpowiedziałam, że nie widzę problemu, tyle że ma się zastanowić czy na pewno chce tego co go czeka. I usłyszałam, że chyba nie chce :-D Nom. Uwielbiam te wszystkie złote rady nie mające do naszej sytuacji absolutnie żadnego odniesienia. Prawda jest taka, że w tym całym odstawianiu jestem sama jak palec i tak się właśnie czuję.

A z bardziej pozytywnych spraw??? Ciocie drogie, Laurencja GADA. Gada jak nakręcona, wciąż po swojemu, ale coraz bardziej zrozumiale. Powtarza to co jej mówimy i ciekawa jest słów. Pokazuje paluchem na różne przedmioty i chce byśmy je nazywali. No przełom, mówię Wam. Do "nie" dołączyło "jest", "mama" nie myli się już z "babą" (tur. tata), mamy "psa", "ko" (końcówka imienia psa cioci), jest i sama "ciocia" i dużo dużo więcej. No i wszystko skubana rozumie, po polsku i po turecku. Nie ma problemu z komuniakatami typu "idź do pokoju i przynieś chusteczkę". Zadziwia nas na każdym kroku.



6 komentarzy :

  1. Brawo za gadulec oby tak dalej i głowa do góry mnie też ostatnio dużo mniej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem jedną z tych anonimowych i nie komentujących, ale za to wiernych czytelniczek;), ale tym razem muszę: cudownie patrzy się na zakochanego we wnusi dziadka, cudny widok. Pozdrawiam Was dziewczyny, Edyta.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo dla małej gaduły :) Laura oparta na piesku mnie rozczuliła.

    p.s. Ja nie pracuję, a czasami nie ogarniam codzienności.

    OdpowiedzUsuń
  4. No to swietnie, ze Laurencja sie rozgaduje! Niedlugo zaczniesz u siebie cykl z Waszymi dialogami. ;)

    Na zdjeciach widac, kto jest (z wzajemnoscia) ulubiencami Laury - dziadek i pies! A psiur wyglada z pozoru na groznego, a tymczasem radosnie wywala sie brzuchem do gory, niczym nasza Mayucha. Pieszczoch! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, że Laura się tak rozgadała :) I wiem jak to jest z brakiem czasu... Sama notorycznie na niego cierpię.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dziecko zaczyna mówić cos więcej niż "mama" "tata" to zawsze jest to frajda. Ja sie nie mogę doczekać, kiedy Kuba na dobre sie rozkręci, choc potem pewnie będę zalowac, jak zacznie padać setka pytań :D fajnie, że Laura ma taki fajny kontakt z dziadkami:) ściski!

    OdpowiedzUsuń