poniedziałek, 20 lutego 2017

Uszczerbków na zdrowiu ciąg dalszy

Laura ma się lepiej. Przez ostani tydzień urzędowała z dziadkiem i super trafiliśmy w rozkład dziadkowych przyjazdów, bo gdy wreszcie Mała odzyskała siłę na zabawę dziadek był jej najlepszym kompanem.

I powiem Wam, że to TAAAKA wygoda mieć mojego tatę w domu. Naczynia pozmywa, dziecko zabawi, ziemniaki zetrze, a potem jeszcze pożałuje, że Kasia taka zmęczona i mi stopy wymasuje. Normalnie dziadek - skarb. Aż żal, że tak szybko wyjechał.

Do laurowego słowniczka w tym tygodniu doszło:
muz - tur. banan
:-)
Bo Laura na bananach głównie żyje :-)
I wszystko byłoby pięknie, wczoraj Laura podekscytowana, że następnego dnia pojedzie "do dzidzi" /do dzieci/ czyli do niani po 2-tygodniowej nieobecności. Plecaczek spakowany, ubranka przygotowane i wtedy nagle moje dziecko samo chyba o swoje nogi dało nurka i główką uderzyła we front kanapy. Nie wyglądało to groźnie, ale gdy H. ją zebrał z podłogi nogi się pod nami ugięły. Przez całą prawą powiekę, tuż nad oczkiem, biegła czerwona szrama i w oczach powieka puchła i stawała się coraz bardziej purpurowa. No pech na całego. Po wymacaniu cholernego mebla okazało się, że Laura uderzyła w to akurat miejsce, w którym pod tapicerką narożnika zaczyna się drewniana skrzynia na pościel :-(((((( Humor spieprzony na cały dzień, a mieliśmy plany na spacer, na zakupy puzzlowe w Smyku itp. Oczywiście nic z tego nie wyszło. Resztę dnia Laura przeleżała na moich kolanach ze smętną buźką co chwilę pokazując nowe "ała", a krótko po samym wypadku zasnęła co zdarza się jej już naprawdę rzadko. 
Niestety nie pozwoliła nam za bardzo zrobić zimny okład wiec musiały wystarczyć przytulaski. Z obawami, ale po eksperymencie na sobie zdecydowałam się posmarować jej powiekę altacetem i chyba przyniosło to jej małą ulgę. Na jakiekolwiek zabawy odzyskała chęć dopiero późnym wieczorem. Miałam nadzieję, że przez noc opuchlizna jej zejdzie, ale niestety prawe oczko wciąż jest opuchnięte i fioletowe.
Dzisiaj idziemy na kontrolę z uszami to przy okazji pokażemy i oczko. 
Co za fatalna seria, mówię Wam!




6 komentarzy :

  1. Bidulka maleńka szybkiego powrotu do zdrowia u nas po prawie miesięczynym odpoczynku od żłobka Nusia wróciła na 4 dni i dziś z gorączką się obudziła no istna masakra.

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurczę, to faktycznie jakaś czarna seria. Bywa niestety i tak :(
    Zdrówka i mniej wypadków.

    Ps. ale macie dobrze z takim dziadkiem. Spróbowałam sobie wyobrazić mojego ojca w tych wszystkich czynnościach jakie opisujesz i ekhm... mało się nie poplułam ze śmiechu. Tak czy siak- zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń
  3. O boziuniu,biedna Laurka :( oby oczko szybko wróciło do normy. Nasza Łucja (26mcy) też jeszcze czasem potrafi wywinac orła o własne nogi...jakieś dwa mce temu rymnela nam dokładnie w taki sposób w centrum handlowym. Mąż ją podnosi, (ja nie chciałam patrzec że strachu, bo wiedziałam że jest źle), buzia, bluzka we krwi, Lu się drze, ludzie patrzą. Ja stan przedzawalowy i wyobraź sobie Kasiu podchodzi do nas ochroniarz i wypala trzeba było trzymać dziecko! Mój opanowany jak zwykle mąż odp mu ze w ten sposób nam nie pomaga, szybko zabraliśmy draca się Lucje do toalety. Tam po wstepnych oględzinach (zero współpracy ze strony poszkodowanej) okazało się że żeby cały ale młoda przegryzla mocno warge i rozciela dziaslo między zębami...Ech osiwiec idzie z tymi dziećmi.... Martka

    OdpowiedzUsuń
  4. Biedna :* u nas ostatnio ciągle jakieś uderzenia. Kuba ma siniaka na policzku od "ścielenia łóżka", na uchu siwe i na czubku głowy guz. Nie wiem co się dzieje! Ciągle o coś się potyka, chodzi, patrząc do tyłu. Nawet Leo zaliczył uderzenie, bo osunął się i policzkiem uderzył o kant stołu. Zaraz ciepło, przygotowuję się na zdarte kolana :D muszę zaopatrzyć porządnie apteczkę. Zdrówka i pogodnych dobrych dni!

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie zastanawia, ktore z was bylo takim"zywym sreberm" ? ;)
    Do wesela sie zagoi ale jaki stres.... :(
    Buziaczki dla Laurki :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Biedulka... :( Nawet na zdjeciu widac opuchlizne. :( Co powiedzial lekarz?
    Dzieci to, kurna, maja jakies radary, ze zawsze znajda najtwardsze miejsce na meblu, zeby sie rabnac... :/

    A z nowym slowkiem Laury, przypomniala mi sie zabawna sytuacja. Na samym poczatku mojej kariery w obecnej firmie, mielismy laboranta - Turka z pochodzenia. Na imie bylo mu Mustafa i wszyscy dla skrotu wolali na niego "Mus". Dopiero kiedy odchodzil, na przyjeciu pozegnalnym (wiem, rychlo w czas!), spytalismy go czy "Mus" znaczy cos po turecku i odpowiedzial wlasnie, ze "banan". :D Wszyscy przepraszalismy go i dopytywalismy sie czy nie czuje sie urazony, ale na szczescie to byl bardzo sympatyczny i tolerancyjny facet. ;)

    OdpowiedzUsuń