sobota, 9 maja 2015

Majówka i takie tam

Kolejny weekend za pasem, a ja jeszcze nie napisałam o majówce.
Uwielbiam polski maj. Chociaż pogoda mocno w kratkę (a w tym roku to już w ogóle!) i mocno doskwiera mi alergia na pyłki to kocham zapach Polski w tym miesiącu :) Łapiemy te majowe chwile na spacerach, bo w domu siedzieć nie lubimy.

Niestety majówkę przyszło nam właśnie głównie w nim spędzić... :-]

Do ostatniej chwili głowiliśmy się czy jechać do moich rodziców, ale widmo pokonania 600km mocno nas odstraszało... Ostatecznie postanowiliśmy, że jeżeli H. wyjdzie w czwartek wcześniej z pracy to może się przejedziemy - moglibyśmy wtedy spędzić na spokojnie u rodziców 2 pełne dni. W drugiej opcji - powrotu do domu wieczorem - zostajemy. Pracodawca H. nie popisał się jednak wspaniałomyślnością i tym sposobem zostaliśmy w Krakowie. Mieliśmy zamiar przejechać się do Zakopanego w sobotę - licząc na to, że ominiemy największe korki, ale nasze skromne plany pokrzyżowała kapryśna polska aura. Lajf.

Piątek był chyba najgorszy. Niebo szarobure, cały dzień jakby za chwilę miało zacząć padać. Za każdym razem gdy już miałam ochotę zarządzić wyjście z domu na szybie zauważałam pierwsze krople. A po 30 minutach spokój - deszcz wciąż "wisiał w powietrzu". Udało nam się wyjść dopiero późnym wieczorem, tuż przed położeniem Laury spać. Zaliczyliśmy nasz poczciwy Zakrzówek, pierwszy raz z H. Chodzimy tam z Laurą na spacer niemal codziennie. Wszystkie znajomy Krakusy nam go polecały i ok, cieszymy się, że jest, że można po 10min. poczuć się jak niemal na wsi, ale kurde! Aż serce boli, gdy patrzy się na szczelne ogrodzenie całego zalewu! Jestem nowa i nie bardzo rozumiem o co kaman, ale słyszałam, że w Krakowie wybuchła jakaś zakrzówkowa afera i koniec końców teren został zamknięty. Ogromna szkoda, bo cały potencjał tego miejsca został po prostu stracony. To co pozostało osiągalne dla nas - zwykłych szaraków to jedna krótka ścieżka przez mocno zaniedbany park, który oprócz mam z dziećmi i rowerzystów upodobali sobie lokalni menele... 

No, ale cieszymy się z tego co mamy. Tu kilka zdjęć zrobionych innego dnia, gdy aura była bardziej łaskawa.






b




Sobotę niestety również przesiedzieliśmy w domu, bo pogoda się niestety nie poprawiła. Dopiero w niedzielę zarządziłam wyjście, bo byłam już bliska rozpaczy. Na kierunek obraliśmy sobie kopiec Kościuszki. 

Wrażenia?

Hmmm :) Nie chciałabym czytających mnie Krakusów zbytnio wkurzyć :) Nie no, podobało nam się :) ale za najfajniejszą część wypadu zgodnie uznajemy ścieżkę spacerową prowadzącą bodajże na kopiec Piłsudskiego. Tam nawet nie doszliśmy, ale przyjemnie było spacerować wśród drzew i wdychać wiosnę. Sam kopiec... myślę, że jest  mocno zaniedbany. Wspomniana ścieżka spacerowa również. Ale na nią nikt sobie nie liczy płatnego wstępu, a na sam kopiec owszem. Nie mam nic przeciwko, ale skoro już wstęp jest płatny to człowiek oczekuje jakiegoś standardu po takiej atrakcji. Kopiec jak kopiec - ok. Weszliśmy na samą górę, na której był taki tłok - zupełnie przez nikogo niekontrolowany, że z trudem dostaliśmy się do barierki. Było nawet widać trochę Tatr :) wystawy dostępne w cenie biletu lepiej jeśli pominę milczeniem,... No nudy, panie! Za najlepszą uznaliśmy wystawę figur woskowych, bo tam przynajmniej było zabawnie :D Jednym zdaniem - Madame Tussauds to to nie jest :) Paskudne lalki... a fuj :) No ale byliśmy, widzieliśmy i jesteśmy mądrzejsi :)






A co u Laurencji?

Laurencja przeżywa chyba powrót ataku zębów, bo chociaż nic nie widać to rzuca się na wszystko z paszczą z podwójną zaciekłością i ślini się na potęgę. Czekamy cierpliwie aż chociaż jeden kiełek się pojawi.

Poza tym kombinujemy z rozszerzaniem diety. Niestety córcia moja odmawia ostatnio współpracy z warzywami i owocami. Te pierwsze jeszcze jakoś udaje mi się przemycić, ale gdy tylko mała spryciara wyczuje owoce zaciska paszczę tak szczelnie, że nie ma szans by coś w nią wcisnąć :) Strasznie mnie to zdołowało, bo dostaliśmy zaproszenie na wesele naszych bardzo bliskich znajomych i chociaż zdaję sobie sprawę, że mamy marne szanse na obecność na imprezie to chciałam się chociaż pocieszyć, że już niedługo Mała zacznie się odklejać od mojego cycka i będziemy mogli zostawić ją dziadkom na przechowanie :) Tak, wiem, to tylko takie tam moje dyrdymały... Zrozpaczona sięgnęłam po różne kaszki i kleiki i te je z apetytem ze wskazaniem - im bardziej kaszka bez smaku tym lepsza :D Czyli najlepszy jest obecnie kleik ryżowy, bez cukru, bez owocu, bez niczego. Kaszka bananowa też wchodzi choć już z mniejszym entuzjazmem.  Lubimy też kaszkę Zdrowy Brzuszek z lipą - to w ramach wprowadzania glutenu i już nie mogę się doczekać kiedy będę mogła podawać jej ją codziennie, bo Laura zjada ją z apetytem.

Miłego weekendu! U nas nie zapowiada się ciekawie, bo dzisiaj mamy akcję z montowaniem tureckiej satelity co z pewnością rozwali nam cały dzień, a jutro podobno ma padać :(


20 komentarzy :

  1. Zazdroscilam Ci tej Turcji :) pogody, klimatu i przyjaznych ludzi o jedzeniu nie wspominajac :) ale czytajac Twoje posty juz z Polski mam wrazenie, ze jednak TU odzylas?! Nie pytam jak H. - bo on pewnie ma wiecej zmian do ogarniecia- choc na zdjeciach ze swymi kobietkami wyglada na szczesliwego- a kto by nie bylo :))?
    Lubie zwiedzac- wiec Twoje wskazowki badz informacje bardzo mnie ciekawia, a zdjecia sliczne. Szkoda, ze to tak daleko, bo chetnie popchalabym wozek z Laurka i pospacerowala z Wami :)
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, odzylam. Wciąż nie mogę uwierzyć,że nie wisi nade mną widmo wyjazdu. Wczesniej wciąż mi cos przepadalo - przyjezdzalismy na Boże Narodzenie - nie widziałam wiosny, wizyta w czerwcu - całe lato i sezon grillowy stracony, wizyta na początku września - tuż przed rozpoczęciem sezonu grzybowego wyjeżdżaliśmy... Wciąż za czymś tęskniłem, a teraz jestem tu na miejscu więc tylko korzystać i jeszcze raz korzystać!
      H. mysle, ze ma się nieźle. Co prawda narzeka na pracę i zmęczenie, ale gdy podliczy przysługujący mu urlop i porówna z kolegami z Turcji od razu robi mu się lepiej ;)
      Lux, blogowa ciociu, wpadaj do nas! Zapraszamy na spacer :)
      Buziaki, pozdrawiamy :*

      Usuń
    2. Kto wie...moze kiedys...:)
      Usciski!! :*

      Usuń
    3. Ja również zauważyłam tę zmianę. Jest bardzo widoczna.Kasia bije z Ciebie radość, od kiedy jesteś w Polsce ;)

      Usuń
  2. Z tym rozszerzaniem diety to na spokojnie. Karolcia na początku też nie bardzo chciała jeść owoce, później się przekonała. Podobno dziecko musi spróbować po kilkanaście razy jakiś smak, żeby się do niego przekonać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Racja, jestem cierpliwa, choć czasem marzę o tym by wyzwolić z niewoli swoje cycki i np. na spokojnie zostawić Laure stesknionym dziadkom :)

      Usuń
  3. Z rozszerzaniem diety u nas podobnie..marzę by zaczęła coś innego jesc niż mnie;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh, z jednej strony jest to bardzo wygodne - np. w plenerze czy w nocy, z drugiej chcę się już uwolnić :)

      Usuń
  4. A próbowałaś jej dać już np. banana w kawałku? Jeśli ma fazę na wkłądanie wszystkiego do ust, to może tak jej zasmakuje? Z samej ciekawości chociaż?Ja biorę banana, kroję go na trzy części i jeszcze przekrawam wzdłuż. Kuba uwielbia! A ostatnio na tapecie jest mango i gruszka :) Spróbuj może od innej strony ;) A wyglądacie super! Zazdroszczę Ci tej Polski. Wiem, że sama bym tam odżyła :) Pozdrowienia dla całej trójki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spróbuję z bananem, tylko mam małe obawy co do ich pochodzenia i tego, czym zostały po drodze potraktowane... Szkoda, że nie mamy dostępu do tureckich bananów prosto z drzewa, no, ale nie można mieć wszystkiego :-]

      Usuń
  5. Niestety nasza.pogoda jest kapryśna a w tym.roku strasznie oby tylko lato nie nawaliło...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby! Tyle fajnych ciuszków pokupowałam Laurze na lato i mam nadzieję, że przyjdzie się nam w nie ubrać chociaż raz!

      Usuń
  6. Jeszcze się Laura przekona do owoców.U nas do pewnego momentu było tak, że Stefano jadł jedynie te słoiczkowe, a swieże jedynie banany. Ktoś mi kiedyś podpowiedział frullato - wrzucałam banana (najwięcej), jabłko, gruszkę plus mleko i dawaj blenderem. Zagęszczałam kleikiem lub biszkoptami dla niemowląt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mleko takie krowie? Bo tak do końca nie wiem jak się z nim obchodzić - z jednej strony zalecane jest po 1 roku życia, z drugiej widzę, że jest składnikiem nawet niektórych słoiczków typu jabłka z twarożkiem :S Kleiki i kaszki wchodzą u nas hurtem, no ale nie samymi papkami człowiek żyje! ;-)

      Usuń
  7. Jak to w Polsce zawsze bywa pogoda zawsze się zrypie na weekend, a tym bardziej na długi weekend. Nie długo czerwcówka czyli weekend Bożego Ciała, może wtedy pogoda dopisze. A z owocami nie przejmuj się u nas pamiętam Lulcia też miała z początku wstręt do jabłka za nic w świecie go zjeść nie chciała, a teraz wcina, że uszy jej się trzęsą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, w Polsce nawet pogoda bywa złośliwa :-P Liczę na Boże Ciało, bo może wreszcie będziemy mogli przejechać się gdzieś dalej na łono natury :) Jabłko u nas ostatnio jest witane takim obrzydzeniem jakby właśnie połknęła kawałek g... ;-o

      Usuń
  8. Aha, czyli musze zapamietac, zeby bedac kiedys znow w Krakowie, nie pchac sie na kopiec Kosciuszki. :D

    Kochana, co do tych owocow, to podobno dzieci potrzebuja troche czasu, zeby oswoic sie z nowymi smakami. Niektorym jednak idzie to opornie i ze swojej strony moge Ci tylko doradzic: wpychaj, wpychaj i jeszcze raz wpychaj! I sie nie poddawaj! ;) Moj Nik tak mial, ze od poczatku nie znosil owocow, zjadal jedynie zmiksowane jabluszko lub brzoskwinie, ale zmieszane z kaszka. I tak mu pozostalo. Je tylko takie wyciskane musy owocowe, swiezego, pokrojonego owoca nie tknie! Ludzilam sie, ze wezmie przyklad z siostry, bo Bi zajada niema kazdy, podany owoc, ale gdzie tam... :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, w Krakowie z pewnością jest wiele ciekawszych miejsc :)

      Wpycham ile się da i próbuję na różne sposoby - jabłko w kawałkach w ciumkaczu, w papce, w papce z biszkoptami, z innymi owocami itp. mam nadzieję, że w końcu zaskoczy :D

      Usuń
  9. Kopiec Kościuszki...? Nie byliśmy jeszcze, i teraz to kto wie, czy będziemy :p
    Co do owoców- u mnie na początku było to samo i z jedną i drugą. W zasadzie do dzisiaj owoce są na ostatnim miejscu wśród faworytów dziewczyn, a jeśli już jedzą, to nie te z naszej strefy klimatycznej :) Obydwie na przykład uwielbiają granata i arbuza :)

    OdpowiedzUsuń