środa, 29 lipca 2015

10!

Nie mam ostatnio weny ani czasu do blogowania. Niby nic specjalnego się nie dzieje, ale szara codzienność zupełnie wypełnia mój czas - zakupy, gotowanie, sprzątanie, opiekowanie się Laurą, usypianie, prasowanie, ot szara codzienność kury domowej. A tymczasem Laura skończyła 10. miesiąc swojego życia. Coraz częściej spoglądam na nią z niedowierzaniem i ze smutkiem stwierdzam, że traci powoli swoje niemowlęce cechy, a nabiera typowo dziecięce. Buziaczek już taki dzieciowy, nie bobasowy :) 


Do nowych osiągnięć z pewnością należy zaliczyć wstawanie. W sumie to może jeszcze nie wstawanie, a spore chęci by to zrobić :) Laura bez problemu podciąga się na kolana i ku mojej rozpaczy natychmiast próbuje wyżej, na nogi. Niestety zazwyczaj nie zaprząta sobie głowy takimi błahostkami jak to by złapać się czegoś porządnie.




Ostatnio jednym z moim głównych zajęć jest więc łapanie dziecięcia w różnych pozycjach i walczenie z siłą grawitacji. Śmieszne to moje dziecko. Rwie się do wstawania, a o raczkowaniu na razie zapomniała, chyba na złość tureckiej babci, która wciąż dopytuje czy już zaczęła, bo przecież tak się z tym spóźniła! Na razie Laura pełza. Super skutecznie, szybko i generalnie świetnie sprawdza się w roli dżdżownicy. A raczkować nie raczy. Podnosi co prawda kuperek do góry, ale nie przebiera kończynami :D


W związku z tym, że dziecko mi się ruchowo niezwykle rozwinęło do osiągnięć możemy też zaliczyć pierwsze dwa upadki z łóżka :-] Pierwszy raz zdarzył się mnie. Laura wybudziła się dość szybko z popołudniowej drzemki, wzięłam ją więc do naszego łóżka do cycka i tam Mała usnęła. Mea culpa, chciałam dokończyć gotowanie obiadu, obłożyłam ją więc z dwóch stron poduszkami i poszłam do kuchni. Po jakiejś godzinie usłyszałam wielkie Ł-U-P!!! i ryyyyyk!!! Nie musiałam tam być by wiedzieć co się stało. Laurencja zazwyczaj od razu woła mnie po przebudzeniu. Tym razem jednak musiało ją coś zainteresować, bo zaczęła się przemieszczać w nogi łóżka i stamtąd poszybować na podłogę. Rezultat - zaczerwienienie na czole. Nie miałam odwagi przyznać się H., bo ten wielokrotnie pouczał mnie bym nie zostawiała Laury samej w naszym łóżku. Skłamczuszyłam więc, że upadek zaliczyła przy próbach wstawania. ALE, że kłamstwo ma krótkie nogi przyszło mi się szybko przekonać podczas pobytu u rodziców, gdy Laura spadła z łóżka pod nadzorem tatusia :D Rano po przebudzeniu zostawiłam ją z H. w łóżku z nakazem zerkania na córkę, a sama poszłam do łazienki. H. jednak nie przyzwyczajonemu do pobudek o 5 rano przysnęło się, a Laura zaliczyła wielkie BAAAM, tym razem z większej wysokości i na dywan, co poskutkowało obtartym czołem. H. mało co zawału serca dostał, a ja po oględzinach dziecka i stwierdzeniu, że jest chyba ok, poczułam nawet w głębi serca ulgę, że zdarzyło się to nie tylko mnie (wiem, okropna jestem). Widząc jak H. się obwinia i przeżywa całe zdarzenie biłam się z myślami, czy mu się przyznać czy nie. W decyzji pomogła mi jednak roztrzepana babcia, która na widok obtartego laurowego czoła wykrzyknęła natychmiast "ZNOWU?!". No i jakie znowu, jakie znowu.... :) Jesteśmy w każdym razie fifty-fifty, oby następnego razu nie było ;-)


Poza tym Laura niezaprzeczalnie jest bardziej kumata. Wydaje mi się, że coraz bardziej świadomie mówi "mama" i "baba". Po przebudzeniu często woła mnie jednokrotnym "mama!" - miód na moje serce :) Bardzo ładnie robi też bye-bye i tańczy przy piosenkach z kreskówek. Pracujemy teraz nad klaskaniem i brawo. 


Mamy też zmiany w temacie rozszerzania diety. Co prawda nadal krztusi się dokładnie wszystkim, nawet kaszką manną, którą próbowałam jej podać z owocami. Kupiłam słoiczki z grudkami dla starszaków, o których pisałyście i dooopa. Gdy Laura tylko poczuje jakąś grubszą konsystencję w paszczy, natychmiast zaczyna pluć i niebezpiecznie machać łapami, dzięki czemu pokrowiec fotelika nadaje się do porządnego czyszczenia. Chyba muszę znowu na jakiś czas odpuścić, bo takie jedzenie to i dla mnie i dla niej same nerwy. Początkowo myślałam, że nowy smak jej po prostu nie smakuje, ale to chyba nie to. Dzisiaj spróbuję zblenderować jej danie, którym wczoraj pluła, zobaczymy czy zje. Poza tym papkowe dania, które już zna, zjada z większym apetytem i ... chyba zaczęła zauważać, że się nimi najada. Na widok kaszki cała aż trzęsie się z radości. Nie chcę jeszcze zbyt szybko wydawać werdyktu, ale wydaje mi się, że mój Orzeszek odstawia się od cycka... (yyyyyy!!!!) Do tej pory Laura dostawała cycka zawsze przed spaniem, również w ciągu dnia przed dwoma drzemkami oraz wtedy, gdy się wybudzała ze snu. Niestety od wczoraj Laura cyckiem normalnie gardzi! Nie wiem za bardzo o co kaman, bo zachowuje się jakby go chciała - bierze do buzi, trzy razy pociągnie, potem nagle robi wielkie oczy, spogląda na cycka i wypluwa go z budzi. No ja zupełnie nie wiem co myśleć. Wystraszyłam się nawet, że mleko nie leci, ale nieee, gdzie tam, siurka na całego!  Z racji, że cycek był naszym głównym bohaterem w akcji usypiania, nie pytajcie jak ono teraz wygląda... Normalnie mam ochotę walić głową w ścianę. Laura śpiąca, cycka nie chce, ryczy, szlocha, na położenie do łóżeczka reaguje spazmami. Normalnie dramat. Wczoraj po godzinie takiej walki zlitował się nade mną H. i przyszedł ogarnąć córkę. Oczywiście po takim czasie słuchania w różnych intonacjach yyy--yyy--yyy i wyciąganiu & chowaniu cycków pierdyliard razy miałam ochotę wydrapać mu oczy, że tak długo kazał mi radzić sobie samej! Wiecie jednak co było dla mnie najgorsze? Że przy nim Mała natychmiast się zamknęła i zasnęła grzecznie w łóżeczku!!! Wtf się pytam????!!! Przed chwilą położyłam ją na popołudniową drzemkę. Cycka nie ruszyła. W łóżeczku spazmy. Ostatecznie padła przy Mozarcie, którego odpaliłam bardziej dla siebie, żeby nie zacząć walić głową o poręcz łóżeczka. Heeelp! Już się boję co będzie wieczorem....

Wspomnienie wakacji u dziadków

Spanie natomiast niewiele się zmieniło. Wstajemy co prawda ostatnio ciut później, bo około 6, ale reguły nie ma. Zdarza się i 4:30 i 8 (raz u dziadków, normalnie euforia matki!!!). Czasem przesypia całą noc delikatnie przebudzając się na cycka (dzięki Bogu, że na razie chce go jeszcze w nocy, bo z tego porzucenia z dnia na dzień by mi chyba eksplodowały!), czasem przebudza się o północy, czyli wtedy gdy ja właśnie zapadam w głębszy sen. Bywa, że walczymy z nią do 3 nad ranem :-/// Poza tym mamy dwie drzemki, pierwszą około 2 godziny rano po przebudzeniu i potem około 13, dłuższą, najczęściej 2-godzinną.

Pocieszam się, że to kiedyś minie, że dziecko małe, nierozgarnięte, nie rozumie nawet co się z nim dzieje, ale ciężżżko jest :( Poza tym Laura intensywnie ząbkuje. Mamy dwie dwójki i jedynkę do góry i dwie jedynki na dole, a górna druga jedynka właśnie się wyrzyna. Wydaje mi się, że ostatnio zęby dają jej mocno popalić. Dziecko moje jest nerwowe, szybko się irytuje, popłakuje wydawałoby się bez powodu. Musimy jakoś to przeżyć... dlatego powtarzam sobie : keep calm i wychowuj dziecko ;-)

Oby przeżyć do jutra! ;-)

22 komentarze :

  1. Napisałam mega długi komentarz. Kuba przyczaił się koło komputera i spodobał mu się świecący przycisk wyłączania -,-
    A miałam napisać, że jak tak czytałam o tym Waszym usypianiu, to pomyślałam, że zabiję wzrokiem każdego, kto spojrzy na mnie krzywo słysząc, że jeszcze bujam Jakubka w wózku do drzemek. Nie wiem, co bym bez tego zrobiła. Raczkować zacznie w swoim czasie. Kuba najpierw zaczął właśnie wstawać i chodzić za rączki :p wszystko na odwrót! No i jeszcze - to odstawienie jest całkowicie normalne. My już od jakiegoś czasu karmimy się w dzień jedynie raz, maks dwa, niekiedy zdarzy się nawet, że karmiąc o szóstej rano kolejny raz jest już na dobranoc. Zależy od intensywności dnia i obfitości posiłków. Pamiętaj jedynie o odciąganiu pokarmu, tak do ulgi, bo ja bym się zapomniała (myślałam, że się pożegnałam z laktatorem, a tu lipa) i było blisko zapalenia. Ale to tylko z początku. Potem piersi się przyzwyczają do mniejszej ilości karmień i się unormuje.
    A Laura rzeczywiście taka dziewczęca bardziej niż bobasowa :D trzymaj się matka, nie pękaj!
    PS z grudkami odpuść. Spróbuj za jakieś dwa tygodnie, a jak wtedy nic to nie da znów zrób pauze. W ogóle - jakieś chrupki kukurydzianki czy chlebek lubi ciumkać? Może to dobry początek zapoznania się z czymś innym niż papka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to Kuba rozrabiaka :D Laura też tak się rwie do komputera, cóż... patrząc na jej tatę mogę tylko powiedzieć - niedaleko pada jabłko od jabłoni ;-)
      Wiesz co, z tym bujaniem to ja też mam wyrzuty, bo przecież obiecałam sobie, że będę ją bujała w łóżeczku i stopniowo zmniejszała bujanko.. Taaaak :) gadanie swoje, a życie to zupełnie co innego, bo gdy padasz ze zmęczenia a dzieć nie chce zasnąć to łapiesz się wszystkiego, nawet przysłowiowej brzytwy. I tak u nas bujanko idzie w najlepsze i nic się nie zanosi na to by wkrótce można z niego zrezygnować :( Dlatego gdy ktoś zaczyna coś w naszym wychowywaniu krytykować to tylko uśmiecham się pod nosem, bo radzić jest łatwo... trudniej zastosować :) Każdy ma swój sposób i jeżeli działa - jest dobry :)
      Tak, z jedzeniem grubszych słoiczków odpuszczam, bo to katorga i dla mnie i dla niej. Chrupek nie próbowałam, ale chlebkiem się krztusi, chyba że to jakaś mega miękka bułka mleczna, która się rozpuszcza w buzi. Dawaliśmy jej arbuza i zdawała się dawać sobie radę - trochę gryzła, trochę zmiażdżyła podniebieniem. Aż do akcji krztuszeniowo-żygankowej :-] więc na razie i arbuz poszedł w odstawkę. A moje cycki.. hehe no cóz. Z jednej strony trochę mi smutno, z drugiej cieszę się, bo widzę jakieś światełko w tunelu, który może zaprowadzi mnie do...wolności (tak nieśmiało się pytam)? ;-)

      Usuń
  2. Dobrze, że nadajecie, Dziewczyny! Wypowiem się, jak będę miała chwilę. Ech, czasu brak na wszystko :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo widzisz Kasiu, wbrew pozorom ta szara rzeczywistość kury domowej bywa bardzo absorbująca. U nas Eliza zaliczyła takie upadki z kanapy- za każdym razem oboje byliśmy w domu, także hmm- wina rozkłada się na dwoje :) A to, że żal Ci Laury- dzidziusia, ech... dziś rozumiem jak mało kto. Odprowadziła Lilę do przedszkola, a potem przypomniałam sobie dzień, w którym wróciłyśmy ze szpitala... I wierzyć się nie chce, że ten noworodeczek, którego wtedy tuliłam, dziś ma swój ważny, wielki dzień,

      Jeśli chodzi o karmienie, to tak- jeśli jest tak jak mówisz, możesz wykorzystać ten moment na odstawienie od cyca- jeśli tego chcesz oczywiście. Jeśli nie chcesz- to pocieszę Cię- Lila takich momentów, że mnie odstawiała też miała ze dwa, albo trzy. I co? I dziś ja nie mogę Jej odstawić :(

      Grudki w jedzeniu to makabra- Eliza nie tylko wypluwała- Ona wymiotowała od razu. Była totalnie oporna na to gryzienie, przełykanie. Dopiero dobrze po roku zaskoczyła.
      Powodzenia Kochana!

      Usuń
  3. Jejku jak miło się czyta! Mój synek kończy 10 miesiąc za dwa tygodnie i mamy niemal identycznie!
    Mały już co prawda raczkuje, ale za to nie gada, a to ponoć zwykle nie idzie w parze. Jedne maluchy rozwijają się motorycznie, inne doskonalą mowę. Tak więc bez stresu - malutka wszystkiego się nauczy w swoim czasie, nie ma co pospieszać.
    Synek też coraz bardziej przypomina mi małego chłopczyka a nie bobasa i również moje serce zalewa smutek.
    Tak samo kochamy kaszki i dławimy się grudkami. No dobrze, on to robi, a nie ja, ale moje życie tak jest z nim zespolone, że czasem już nie wiem, gdzie ja się kończę, a On zaczyna ;)
    Ostatnio zmieszałam grudkowy obiadek z dwiema łyżeczkami kaszki Sinlac i okazało się, że krztuszenie minęło. Tak więc nie była to kwestia konsystencji pokarmu a smaku!
    Upadek z łóżka również zaliczyliśmy w tym miesiącu! Wielkie łup (jak to słyszę, to mam dreszcze) i guz na czole. Tak samo obłożyłam małego poduchami, bo... zawsze słyszałam, że się budzi!
    Zęby to samo - dają się mocno we znaki.
    Wow, zazdroszczę samoodstawiania od piersi. U nas mam wrażenie, że jest jej więcej niż wcześniej...
    Fajny blog! Trzymajcie się cieplutko. Nie jesteście same, he he ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa i witam w moich skromnych progach :)
      Mnie się tak naprawdę do raczkowania nie spieszy ;-) Zdaję sobie sprawę jak trudna będzie wtedy Laurencja do ogarnięcia. A tak mimo wszystko jest mniej mobilna.. choć pełzanie idzie jej naprawdę imponująco. Gadanie natomiast przeżywa istny rozkwit. Gada praktycznie cały czas i stara się powtarzać po nas sylaby. Wygląda przy tym przekomicznie, bo najpierw bez wydawania dźwięku ćwiczy paszczą wymawianie sylab, a dopiero potem wypowiada je na głos :)
      O, widzisz, no to gratuluję, że znalazłaś patent na synowski problem z grudkami. Ja też próbowałam z kaszką, ale nie przeszło. Chwilowo odpuściłam grudkowe obiady. Daję natomiast do pociumkania chlebek bez skórki (na razie wchodzi) i ogórka do piłowania zębów :)
      Upadki straszna rzecz... Wczoraj zaliczyliśmy kolejny, jak dotąd najbardziej hardcorowy i zaczynam się naprawdę bać, że nie jesteśmy w stanie uchronić jej przed kolejnymi...
      A z samoodstawieniem to niestety był fałszywy alarm. Laura zrobiła sobie dwa dni przerwy, a teraz ciągnie dalej aż miło :-]
      Trzymajcie się i odzywaj się częściej :)))

      Usuń
  4. Nie wiem czy pamiętasz. U nas też były cyrki ze spaniem i zasypianiem, a teraz jest bomba! Także myślę, że u Was też się w końcu unormuje. A nie chcesz przerzucić Laury powoli na butelkę? Bo może przy butli by ją zmogło skoro nie chce cycka. U nas wieczorem Karolcia dostaje butelkę i zasypia sama w łóżeczku! Także mega luksus.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam :) Wiesz, coraz częściej zastanawiam się nad butelką, ale wciąż odwodzi mnie od tego pomysłu myśl, że trzeba będzie wstawać, przygotowywać butlę, itp, itp i tak właściwie to strzelę sobie w kolano, bo cyc jakby nie był upierdliwy jest zawsze pod ręką i we właściwej temperaturze :)
      Jezzzzu,, Kasia, napełniasz mnie optymizmem! Skoro udało się Wam wyjśc na prostą to może i dla nas jest szansa???

      Usuń
  5. Hehe u Was jak zwykle z dawką humoru. Jak czytałam o zatajeniu przed tatusiem pierwszego upadku to jakbym o sobie czytała :) :) no i nasz ara trzęsie się tak samo jsk wasz :) trzymavjcie się dziewczyny i gratulujemy 10-miesięcznicy!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz tatuś to panikarz, który w kulminacyjnym momencie przechodzi istne palpitacje serca. Nie dość, że biadoli, że dziecku krzywda się stała to jeszcze na mnie się wydziera, że za mało się przejmuję. A jeśli wcześniej przestrzegał mnie przed takim wypadkiem to to wszystko trzeba jeszcze pomnożyć przez 2 więc jeśli tylko się da lepiej siedzieć cicho ;-)

      Usuń
  6. E, gdzie tam, jak dla mnie mala, slodka Laurencja nadal wyglada jak bobasek! :*

    Moze byc tak, ze Laura sobie raczkowanie pominie. Podobno nie jest ono niezbednym etapem w rozwoju, a z tego co czytam, wiele dzieci woli od razu wstawac i chodzic. Zerknelam sobie z ciekawosci na opis 10-miesiecznego Nika i tez pisalam, ze wstawal, po czym sie beztrosko puszczal i leeecial! Chyba kazdy rodzic przechodzi ten kaskaderski etap. :D

    Z karmieniem piersia nie pomoge, bo moje nie byly karmione na zadanie z racji, ze pracowalam. Kiedy byly w wieku Laury, karmilam ich po przyjsciu z pracy, wieczorem do snu i raz w nocy. I nigdy cycka nie odmawialy, ale moze to byc spowodowane tesknota sa mama...

    Spanie tez roznie nam wychodzilo. Nie, juz tego nie pamietam, ale czytalam we wlasnym archiwum :D, ze raz byla jedna pobudka, innym razem 4, a czasem Kokus budzil sie i odmawial dalszego spania...

    Hahaha, mialam i mam tak samo z mowieniem M. o wypadkach i przypadkach naszych dzieci! Jesli tylko moge tego uniknac, to mu nie mowie. ;) M. jest niemozliwie przewrazliwiony, a ja nie lubie sluchac pytan w stylu: gdzie ja bylam i czemu nie przypilnowalam. :/

    Ale Laurecja ma juz imponujace uzebienie! Nik w jej wieku mial 3 zeby, a Bi pierwszy sie wyrznal kiedy miala 10.5 miesiaca! :D Nic dziwnego, ze Laurka jest nerwowa. Moze tez i stad bierze sie niechec do cycka, moze ja dziasla bola podczas ssania?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, może sobie raczkowanie odpuści i od razu przejdzie do chodzenia. Ja się tym tak nie przejmuję, ale oczywiście wszyscy dookoła pytają czy JUŻ raczkuje, jakby to był jedyny wyznacznik prawidłowego rozwoju.
      Boszszsz... ci tatusiowe... H. jest trochę podobny do M. z tego co widzę choć jego bardziej wkurza to, że nie panikuję tak jak on ;-)

      Ano! Długo długo zęby nie wychodziły, a jak wyszedł jeden to potem falowo wszystkie kolejne :) Niechęć do cycka minęła po 2 dniach więc może faktycznie coś było na rzeczy, bo wyrzyna jej się właśnie górna jedynka.

      Usuń
  7. Jeśli nie chce raczkować to pewnie szybko zacznie chodzić :) Gabi ok 10 miesiąca zaczęła raczkować, dwa tygodnie później zaczęła wstawać na nogi, ale raczkowanie idzie jej tak zwinnie że za chwilę kończymy 14 miesięcy a o chodzeniu ani myśli. Może z 3 razy zrobiła 2-3kroi, praktycznie biegiem, bo to w jej stylu :P i poleciała jak długa.
    Tańczący bobas to super sprawa ;) Nasz też roztańczona, tańczy nawet w markecie czy kościele, ważne że słyszy jakieś melodie. Ostatnio nawet zaczęła śpiewać "tam pam pam" :P
    To prawda że z Laury już się robi małe dziecko a nie bobas, ale cały czas jest tak samo przesłodka :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak naprawdę to w ogóle się raczkowaniem&chodzeniem i tym całym timingiem nie przejmuję, bo naprawdę wierzę w to, że każde dziecko jest inne i rozwija się w swoim własnym tempie.
      Hahha, tańce w kościele to musi być hit :D może ma jakieś tendencje do gospel :D

      Usuń
  8. A możę to przez te zęby nie chce cyca - Stefano jak dostawał zęby to wypijał bardzo mało mleka (tak jakby bolało go gdy ciagnie smoka).

    Wiesz, może Laura nie bedzie w ogóle raczkować a od razu stanie i pójdzie. Moja siostra tak miała - zaczęła chodzić bardzo bardzo szybko, ale nie raczkowała praktycznie wcale.

    Fajnie, że Laura ćwiczy wstawanie...my zostawialismy Stefano samego sobie na podłodze. Wstawał, upadał, ekpery,eksperymentował...ćwiczył równowagę i updanie, dzięki czemu jak juz zaczął dreptać doskonale wiedział jak upaść by nie było guza.

    A lot z łóżka był i u nas!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie coś było na rzeczy z zębami, bo pogniewana na cycka była tylko przez dwa dni, teraz jest już jak dawniej a zauważyłam, że druga górna jedynka właśnie się przebiła.

      No właśnie... z jednej strony chciałabym, żeby nauczyła się bronić przed guzem, z drugiej strony nie mogę patrzeć jak leeeci...

      Usuń
  9. Hmm a skoro Laura nie chce cycka to co z piciem mleka jakiegokolwiek? Pytam bo moje dziecię też chyba się odstawia a pić innego nie chce nic. Ja też obkladam śpiąca Laure poduchami na razie nie zrobiła bam...;) ale od kilku nocy sobie siada sama na łóżku o 4 rano...ach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, drugiego dnia obrazy na cycka i ja zaczęłam się nad tym zastanawiać. Na szczęście kryzys minął i cyckujemy się jak dawniej. Radzę Ci poczekać i obserwować Małą. Może też tylko chwilowo zmniejszyła sobie ilość mleczka?

      Rany, co te dzieci mają... u nas też o 4 jest godzina wysokiego ryzyka.

      Usuń
  10. Kochana, zmus sie do pisania!! Nie wyobrazam soebie dluzszej przerwy bez slodzinki Laurki :)
    A upadki znam i chyba matke bardziej bola niz dziecko a o sumieniu juz nawet nie wspominam.... Mlody spadl z przewijaka- komody- boze nigdy tego nie zapomne....strasznie sie martwilam, ze moze cos z tego mu pozostalo- bardzo pozno mowil...
    Mloda wcale nie raczkowala- wstala w wieku 10 miesiecy a w dniu roczku chodzila pewnie- Mlody raczkowal , na chodzenia dal sobie czas- takze nie ma identycznych dzieci- wazne , ze zdrowe-a na takowa Laurka wyglada- slodka Lalunia :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, kochana, za tego kopa :)) obiecuję poprawę ;-)

      Brrr.. chyba każda mama ma na swoim koncie taką historię z dreszczykiem. Pamiętam jak dziś gdy moja zaledwie 2-letnia siostra na oczach nas wszystkich rąbnęła na schodach tak niefortunnie, że uderzyła zębami w kant kamiennej płyty... Szloch, krew, zdarte szkliwo, złamany ząb... do dziś mam gesią skórkę gdy sobie to przypomnę. Mnie z kolei dziecko koleżanki mojej mamy wywaliło z wózka na żwirowej drodze i to gdy miałam jedynie 2 miesiące :)) mama opowiedziała mi tą historię na pocieszenie, gdy zdałam relację z pierwszego laurowego upadku :-]

      Usuń
  11. Witam :) No niestety wreszcie przychodzi ten czas, kiedy jak to mówię - dziecko przestaje "pachnieć bobasem" ;o)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja, pomimo całej tej tęsknoty za Laurą noworodkiem, cieszę się, że już jest większa&mądrzejsza ;-)

      Usuń