poniedziałek, 23 listopada 2015

Krok do przodu

Taki właśnie zrobiliśmy, bo wreszcie załatwiliśmy sprawę mieszkaniową. Ale łatwo nie było, oj nie. Mam nadzieję, że teraz już będzie lepiej, bo ostatnio u nas pod górkę.

Poszukiwanie mieszkania we Wrocławiu stało się dla mnie największym złodziejem tych żałosnych resztek mojego wolnego czasu. Poza tym szukanie na odległość jest po prostu paskudne. Ja wiem, że każdy chce wynająć jak najszybciej i że tak przez telefon to jestem tylko szarą niewiadomą dla mojego rozmówcy. No, ale skoro już się umawiamy na spotkanie to dlaczego koleś wynajmuje mieszkanie komuś, kto pojawia się godzinę przede mną???? Strasznie to było dla mnie wkurzające i dołujące. W końcu ustaliliśmy kilka spotkań na ubiegłą sobotę. Tą pamiętną sobotę, dzień po zamachach w Paryżu. Wtedy szlag mnie trafił, ale teraz widzę, że całe szczęście, że w piątek wieczorem niemal wszystkie się posypały, bo już sobie wyobrażam jak właściciele mieszkań reagowaliby na H :(((( Naprawdę przez tą chorą sytuację w Polsce napędzaną jeszcze dodatkowo przez media (czy tylko ja tak mam, że kiedykolwiek nie włączę tv jest jakiś program antymuzułmański??? A to o Czeczenach, a to o poligamii, a to o Syrii... ręce opadają, bo wszystko na jedno, znajome kopyto zamiast choć troszkę oświecić ciemny naród). Poza tym mąż mój w piątek się kompletnie rozłożył. Do tego wszystkiego Laura i jej ząbkowanie. Trzy zęby tuż pod dziąsłem dają jej ostro popalić, a ona nam :-] Śpimy znowu w trójkę, Laura całą noc przy cycku, bo tylko w ten sposób się nie wybudza. Rano jestem więc cała połamana. Przez weekend miałam więc w domu ząbkujące niemowlę, chorego chłopa i oczywiście kontynuację szukania mieszkań i umawiania spotkań....

Ufff... przypuszczam, że zmęczyłyście się już samym czytaniem :D


Zatem do brzegu. Pojechaliśmy w czwartek, mieszkanie wynajęliśmy. Jego właściciel na całe szczęście nie okazał się polskim patriotą albo chociaż nie dał tego po sobie znać. Ale dreszczyk emocji był, a jakże. Z Wrocławia pojechaliśmy prosto do moich rodziców. Tutaj odbijamy sobie ten trudny czas, czyli sprzedajemy Laurę dziadkom kiedy tylko jest ku temu okazja :D


Tym sposobem wczoraj pojechaliśmy do kina. UWIERZYCIE? Bo ja wciąż niedowierzam. Normalnie wypas :)) Padło na Bonda, ale film się nie liczył :) Było super i może, kto wie, uda się jeszcze raz? :)


W sobotę wracamy do Krakowa by dokończyć pakowanie i dalej trasa na Wrocław. Nie jest mi żal miasta królów. Sorry, ale jakoś nie.

Patrzę przed siebie i nawet cieszę się na tą przeprowadzkę.
Zaczynam doceniać też zimę w Polsce, której nie dane było mi przeżyć od dobrych kilku lat. I jaaak fajowo, że w centrach handlowych już widać świąteczne akcenty! Nic a nic mi to nie przeszkadza! Czekam jeszcze na jingle bells i inne hiciory. I tak, nie mogę się doczekać Kevina :D



13 komentarzy :

  1. Nie mogę się napatrzeć na ostatnie zdjęcie :) jest prześliczne. I tak super, że wynajęliście w końcu mieszkanie! My dalej jesteśmy w kropce, a obdzwoniliśmy mnóstwo miejsc. Mam nadzieję, że w końcu i nam się uda :) a za siebie nie ma co się oglądać! Szczególnie, kiedy nie masz za czym (za kim) tęsknić. Przykro też, że przez sytuację z uchodźcami, złą nagonką medialności przeżywacie takie stresy. Dla H. to chyba nie jest łatwe, co? Ściskam Was mocno i napisz koniecznie, jak się urządzicie! Kiedy ostateczna przeprowadzka? :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeprowadzka w niedzielę. Na pewno coś znajdziecie tylko niestety nie można zaprzestawac poszukiwan.

      Martwię się o H... On naprawdę bardzo się tym wszystkim przejmuje. Poza tym on również dojeżdża do pracy komunikacją miejską, nie wiadomo czego można się po ludziach spodziewać :(

      Usuń
  2. W kinie byłaś i do tego z mężem - czy Ty wiesz kiedy ja ostatn raz byłam w kinie? W ciąży!! A Kevin to u nas już leciał, obie części. Wczoraj też widsziałam pierwszą świąteczną reklemę w TV - Panettone a jakże :)

    Co do zamachów i terroryzmu to słów brak. Nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka. We Włoszech sąsiedzi muzułmanie to nic specjalnego, ale powiem szczerze, że niektóre kwestie zaczynają mnie martwić albo wręcz przerażać bo niektórzy wprost do kamery deklarowali, że ''francuzom się należało albo że ich religia każe zabijać niewernych itp'' - zero chęci integracji :( i przez takich ludzi potem cierpią porządni obywatele jak Twój mąż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich, o których piszesz należałoby natychmiast wysłać z powrotem do ich kraju, nieważne czy w międzyczasie udało im się zdobyć europejskie obywatelstwo czy nie. Inaczej faktycznie trudno będzie ogarnąć tą sytuację i odróżnić ziarna od plew :/

      Ewus, naprawdę polecam taki wypad. W domu też czasem oglądamy jakiś film, ale wciąż jednym uchem nasluchuje kiedy Laura się przebudzi, denerwuje się, że odgłosy strzelaniny w filmie są za głośne itp. A w kinie pełny relaks :)

      Usuń
    2. Fajnie by było, ale nie za bardzo mamy z kim zostawić Stefano. Latem to by się może jeszcze ktoś znalazł, ale w czasie roku szkolnego słabo.

      p.s. Włochy właśnie dziś wydaliły 4 takich osobników.

      Usuń
  3. Ufff, no dobrze, że udało się jednak znaleźć, ale to umawianie się z ludźmi- oj, szlag by mnie chyba na miejscu trafił!!! Nienawidzę takiego czegoś :(
    Co do wypadów z mężem- rozumiem i doceniam każde wyjście we dwoje, choćby to po zakupy :)
    Co do sytuacji i antymuzułmańskich nastrojów- znasz moje zdanie. Szkoda tylko, że ta niechęć jest wciąż podsycana, a że naród mamy taki, jaki mamy (nie urażając nikogo) to wygląda to tak, jak wygląda. Czytałam, że H. dojeżdża do pracy komunikacją miejską, A nie rozważaliście, żeby jednak jeździł autem? Ja wiem, że to po części uleganie panice, ale wiesz co? Sama chyba bym uległa, bo trafi Ci się taka grupa "prawdziwych Polaków" i niestety- nieszczęście gotowe. A, że jak pewnie wiesz- u nas nikt w obronie staruszka nie stanie, jak go ktoś wyzywa w autobusie, a co dopiero w obronie kogoś, kto ma inny kolor skóry.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam Ci napisać, że to zdjęcie w trójkę jest niesamowite. Ślicznie razem wyglądacie.

      Usuń
  4. Jejku, naprawdę się zmęczyłam czytając początek!
    Najważniejsze, że już macie mieszkanie i przeprowadzka już niedługo.
    A co do tych zamachów i sytuacji to mi brak słów :( moja przyjaciółka była w tym czasie w Paryżu, w zasadzie nadal tam jest, straszne rzeczy się dzieją i niestety telewizja w tym nie pomaga... Dużo siły dla H. niech się nie martwi gadaniem innych.

    OdpowiedzUsuń
  5. Super że wypad do kina udany, oby częściej jak jest okazja. Ostatnie zdjęcie mnie powaliło cudne

    OdpowiedzUsuń
  6. Podpisuję się pod pierwszym komentarzem że ostatnie zdjęcie cudne!! Wkurzam się jak piszesz o nietolerancji, bo kiedy Polacy zrozumieją co to globalizacja. To tak jakby mówić że jażdy Rosjanin ma złote zęby.

    OdpowiedzUsuń
  7. Aaale fajnie. Z mężem w kinie. Może i mnie się kiedyś uda ;).

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja droga, mam nadzieje, ze zmiany mieszkaniowe w koncu pozwola Ci zagoscic gdzies na stale w "waszym" miejscu. Nie zazdroszcze tego stresu i gonitwy- ale powolutku dochodzicie do celu.
    Wypad do kina- super!! Takie male przyjemnosci naleza sie kazdej parze. Wisienka na torcie musi byc!!
    Po Laurce widac, ze rosnie nam panienka- dzidzia zamienia sie w malucha :) oczywiscie nadal bardzo slodkiego :)
    Zdjecie rodzinki- koniecznie do ramki!!! :)
    Duzo sil na weekend zycze!
    Buziaki :***

    OdpowiedzUsuń
  9. W kinie... Boszzzz... Ostatnio z mezem w kinie bylam jakies 6 lat temu... I w najblizszej przyszlosci sie nie zapowiada. ;)

    Super, ze mieszkanie wynajete! Dzis jestescie juz chyba po przeprowadzce? Siedzisz wiec pewnie z Laura na kartonach? ;) Tego nie zazdroszcze. Ja w ogole nienawidze przeprowadzek. :)

    Mam nadzieje, ze szybko sie urzadzisz i wrocisz do blogowego swiata. Tesknimy! ;)

    OdpowiedzUsuń