poniedziałek, 14 grudnia 2015

Zimę poproszę

Ależ ten grudzień pędzi! I to tak zawsze, co roku. To chyba jedyny miesiąc, który jak zwykle przecieka mi przez palce i na myśl o tym, że niedługo się skończy jest mi zwyczajnie smutno :) 

Powoli szykujemy się z Laurą do wyjazdu do dziadków. Zostaniemy tam już do Świąt. H dojedzie do nas dopiero w Wigilię. W związku z tym, że wyjeżdżamy nic specjalnego z świątecznych przygotowań nie wyczyniam. Mieszkanie mamy posprzątane, bo wprowadzając się tutaj trzeba było wyszorować je na błysk. Mamy za to ubraną choinkę, poszalałam troszkę z świątecznymi pierdółkami - tu gwiazdka, tu reniferek. Mieliśmy też gwiazdę betlejemską. Piękną, ogromną. Stety-niestety poszła jako nagroda dla uczciwego znalazcy laurowej kurtki, którą my-gapy zgubiliśmy w garażu :) Eh, co to była za akcja, mówię Wam. Ostatecznie okazało się, że sąsiadów mamy jednak uczciwych, a tak w nich nie wierzyłam! Ba, zdążyłam już nawet zamówić dla Laury drugą kurtkę :D




Dzisiaj wreszcie się u nas troszkę ochłodziło, choć nie wiem czy jest jakaś szansa na już nie białe, bo o tym to chyba można tylko pomarzyć, ale mroźne Święta? Te 10-11 stopni bardzo mi przeszkadza, o czym od czasu do czasu wspominam H, a on tylko puka się w głowę :-] No nie zrozumie człowiek Południa człowieka Północy...

Laurusia nasza codziennie budzi się w wyśmienitym humorze i rusza na podbój zabawek. Widzę, że przechodzimy trochę zabawkowy kryzys - nuuuudy panie! Wszystko jest takie sobie, na kilka minutek, a potem rzucone głęboko w kąt. Nawet garnuszek popadł w niełaskę. Zamierzam zabrać więc do dziadków naprawdę niewielką ilość zabawek co by dziecko na chwilkę o nich zapomniało, a potem ucieszyło się ponownie. Tym bardziej, że na Święta zostanie obsypana kolejnymi. Już nie mogę się doczekać jej zachwyconej miny :]

Weekend minął nam szybciutko choć w zdecydowanej większości spędziliśmy go leniąc się w domu. Mieliśmy plany by wybrać się na świąteczny jarmark na Starym Rynku, ale przechodzące co chwilę deszcze i wyjące wietrzysko skutecznie nas wystraszyło. Zaliczyliśmy w zamian za to kawiarnię dla rodzin z dziećmi. A nawet dwie, bo najpierw wybraliśmy się do takiej niby super ekstra polecanej, a tam zostaliśmy odprawieni w drzwiach przez kelnerkę, bo trwały urodziny jakiejś mizerii. Wylądowaliśmy więc niemal na własnym podwórku - kawiarnia dosłownie na przeciwko naszego mieszkania. Ciekawa byłam jak wyglądają takie miejsca, ostatnio zresztą bardzo modne. Czekało nas jednak małe rozczarowanie. Miejsca dla dzieci naprawdę niewiele - zabawki rzucone na niewielkim cienkim dywanie, z którego Laura co chwilę próbowała wyjść do nas siedzących początkowo przy stoliku wprost na brudną podłogę pokrytą płytkami, po której przecież wszyscy chodzą w butach. Zabawki wybrakowane, cymbałki bez pałeczki, sorter bez klocków, naprawdę nie było na czym oka zawiesić. Laura, która tak w ogóle to bardzo ładnie potrafi bawić się sama, tym razem po początkowym zachwycie nowością, gdy tylko doszłam do połowy kawowej pianki już maszerowała w naszą stronę.

Laura pochłonięta zabawą :)



Ostatecznie więc wylądowaliśmy z kawą i ciachem na dywanie wśród zabawek :] Marzy mi się taka kawiarnia dla rodzin z dziećmi, gdzie buty trzeba by ściągnąć na samym wejściu, wszędzie byłyby czyste dywany i dzieciarnia mogłaby poruszać się bez ograniczeń. H jest okropnie przewrażliwiony na punkcie Laury raczkującej tam, gdzie inni włażą w butach. Wszystko przez to, że do tureckich domów broń Boże w butach wchodzić nie wolno. Czasem mnie to irytuje (w szczególności w kontekście imprez wymagających eleganckiego ubrania, ale nie ma zmiłuj się - facet w garniaku też zostanie wciśnięty w bamboszki), czasem jednak ich podziwiam - pewnie z dwudziestoletnie dywany mojej teściowej dosłownie LŚNIĄ, nie ma na nich absolutnie żadnej plamki, kolory żywe, normalnie jak nowe. Po głębszym namyśle przyznaje mu jednak rację, w końcu w tych butach wchodzimy czasem w psie kupy, wchodzimy do publicznych toalet i w inne obrzydliwe miejsca, a dziecko za chwilę rączkę wsadzi sobie do buzi... Wypiliśmy wiec szybciutko kawę, zjedliśmy ciacho i wróciliśmy do domu.



Wieczorem mieliśmy ochotę na ostateczne rozliczenie się z Hobbitem i zaległą Bitwą Pięciu Armii, ale jak zwykle Laura utarła nam nosa i przypomniała by nie planować niczego przy dziecku. Jej usypianie trwało 2,5h!!! Nie mam pojęcia co w nią wstąpiło, była naprawdę śpiąca, tarła oczy, a sen jak nie nadchodził tak nie nadchodził. Musiałam się pilnować by nie paść szybciej od niej ;)


A u Was, dziewczyny, jak przygotowania do Świąt? U mamy nastawiam się na małe pichcenie. Mam już w planach tort makowy i inne pyszności. Zobaczymy na ile pozwoli mi Laura ;)


19 komentarzy :

  1. Sliczna Laleczka!! Juz wyobrazam sobie radosc Dziadkow na Wasz przyjazd!! bedzie sie dzialo :)
    A propos butow- dostalismy kiedys piekne zdjecia z Turcji- sesja swiateczna z choinka, aniolkami, i cudownymi ubraniami- oraz.... skarpety pana do garnituru :O powiem Ci, ze zdjecia w ten sposob niestety zniszczono- a takie piekne byly :)
    Usciski dla Was kochani :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhe, to bardzo typowe dla Turków :) Mój tato do dziś ma z tym ogromny problem i zawsze muszę mu przypominać by nie przesadzał z elegancją jeśli nie chce skończyć w skarpetkach :D

      Usuń
  2. Dawno Laurki nie widzialam! Ale urosła i wypiekniala :-)
    I Wy juz po przeprowadzce...chyba faktycznie dlugo mnie nie było. Moja R nigdy nie umiala bawic się sama zabawkami a teraz pod opieką dziadkow zrobila się jeszcze bardziej kaprysna a podnwzgledem samodzielności to cofa się :(, tak ze zazdroszczę kazdej chwili z zabawką. Nie mam absolutnie weny na przygotowania swoateczne choc jeszcze wczoraj zjezdzilam miasto za choinką. No chyba właśnie dlatego entuzjazm minął bo niedziele stracilam a choinki wciąż nie mam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, przyznam, że te chwile gdy Laura bawi się sama to miód na moje serce. Właśnie wtedy dociera do mnie jak mi córcia dorośleje, jak samodzielna się staje. Trzymam kciuki by Riczi wyswobodziła się z dziadkowego osaczenia.

      Usuń
  3. Haha, ale słodkie minki strzela Laura. Spadnie i śnieg zobaczysz - może i w tym roku będą białe święta? U Was naturalnie, bo u nas to marzenie ściętej głowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehhh chyba co najwyżej mokre. Ale mogą być i mokre i szare - lepsze to niż 11 stopni i ostre słońce.

      Usuń
  4. Miło patrzeć jak dziecko tak się bawi zabawkami :) Ja tego prawie nie znam! Tez marzę o zimie, ale takiej prawdziwej ze śniegiem i słońcem a nie tym paskudnym deszczem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło! Ja nie chcę słońca, chcę tylko śnieg i śniegowe chmury :)

      Usuń
  5. Ja też marze o zimie, o mrozie, o śniegu, a nie ciągłym deszczu. U nas też choinka ubrana, mieszkanie udekorowane. Gabi cały czas przeżywa, podziwia, zachwyca się. Potrafi w nocy się obudzić i wołać "chinka" czyt. choinka, albo "kołaj" czyt Mikołaj. Pierwsze co robimy po przebudzeniu, to idziemy zapalić lampki na choince :) Fajnie jak taki mały człowieczek już tyle rozumie... Widzę że u Was też z firanami jest świetna zabawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas Laura na razie nie zwraca większej uwagi na choinkę, aż się dziwię :) Ale może to dlatego, że ta główna choinka jest w pokoju, w którym za często nie przesiadujemy, a tam gdzie spędzamy większość czasu jest mini choinka wciśnięta trochę w kąt więc może nie rzuca jej się tak w oczy. Firany pierwsza klasa! Ile można z nimi zrobić wariacji :D

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Napisałam taki ładny i długi komentarz rano. I właśnie wtedy telefon musiał mi się zbuntować. No nic. Co ja miałam? Ach tak! Pisałam Ci już, jak Laura wydoroślała? I jakie długie włosy ma! Wiązałabym :D
    Ściąganie butów to ja w sumie popieram. Szczególnie, jak w domu jest dziecko! Co z tego, że dzień odświętny? Dziecko może nałapać mnóstwo brudu i zarazków! No chyba, że pan garnitur przyniesie ze sobą parę nowiusieńkich butów, jeszcze nie noszonych, takich do zdjęć :D a co do burtów w takich familijnych kawiarenkach - w sumie fajnie byłoby stworzyć taką atmosferę domową, z dywanem i papciami. Albo chociaż, by kącik był dobrze dostosowany!
    No i te zabawki. Mam mały trik ;) chowam dwa zestawy - leg duplo i puzzle czuczu, które zostają nagle odkryte w fazie kryzysu, kiedy nic już nie jest ciekawe. Pomaga. Dziecka nie mam kilkanaście minut i mogę spokojnie usiąść, napić się kawy. Spróbuj ;) Ściskamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nooo wiem, że włosy nam urosły, już się przymierzam do kiteczek chociaż nie chcę jej za wcześnie męczyć i masakrować jej włosków.
      To wszystko prawda, że wchodzenie w butach do domu jest po prostu syfne, ale gdy idę do kogoś w gości i buty są elementem mojego ubioru to jednak nie za bardzo uśmiecha mi się wchodzenie w laczuszki :D Ja też czasami chowam zabawki, ale na razie Laura jeszcze za żadnymi nie zatęksniła za bardzo. Teraz prawie wszystkie zostawiłyśmy we Wrocławiu, zobaczymy co będzie po powrocie.

      Usuń
  8. Czyli nie polecasz żadnej kawiarni dla dzieci? Kurczę, wybieramy się w sobotę do Wrocka i myślałam, że właśnie coś takiego zaliczymy. W Warszawie trafiliśmy do takiej na Wilanowie i byłam zachwycona. To było coś mega. Miejsce do zabaw było oddzielone szybą, zabawek było masa, w końcu wypiłam w spokoju kawę, a Karolcia była wtedy głównie raczkującym maluchem. Szkoda, że więcej takich miejsc nie ma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej polecają niby Ha!mak i to tam właśnie na początku pojechaliśmy, ale z tego co zobaczyłam w drzwiach - nic tam specjalnego nie ma. Niestety niczego Ci nie polecę :(

      Usuń
  9. Jak mnie się marzą białe święta, ale liczę na to, że w lutym kiedy planujemy wyjazd na deskę śnieg dopisze w górach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Białe święta jejjku ja mnie się marzą! Chciałabym przeżyć takie chociaż jeszcze raz w życiu!

      Usuń
  10. O, Laurka dorobila sie nowej fryzurki! W ogole to napatrzec sie na nia nie moge, jak ona sie teraz zmienia! "Dorosleje" w oczach! Cud malina dziewczyna! :)

    Wlasnie, wlasnie, co z ta pogoda w tym roku?! W listopadzie zaczely sie jakies niesmiale przymrozki, a w grudniu mamy wiosne! Na Swieta zapowiadaja 18 stopni + ulewne deszcze! :O Podobno to wina efektu el nino w Ameryce Pd. :/ Cos mi sie jednak widzi, ze nie tylko Boze Narodzenie, ale cala zime bedziemy miec w tym roku wiosenna. A Potwory, jak na zlosc, codziennie dopytuja sie o snieg... Oby tylko Pani Zima nie zdecydowala sobie "odbic" w okolicach kwietnia! :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fryzurka była tylko do zdjęcia, bo jeszcze nie chcę ją męczyć gumkami choć nie ukrywam, że checi mam coraz większe :D

      Pogoda mnie dobija, staram się już nie patrzeć w okna by nie zdołować się jeszcze bardziej. Najgorsze jest to, że kiedy wreszcie zima przyjdzie (czyli pewnie w lutym-marcu) będzie mnie już tylko wkurzała :(

      Usuń