sobota, 29 marca 2014

Łóżeczkowe dylematy

Niestety nic w życiu nie jest proste jak się okazuje. Kwestia wyboru łóżeczka, nad którym normalnie zaczęłabym się zastanawiać dopiero za dobre kilka miesięcy zaskoczyła nas niespodziewanie  już w 3 m.c., a wszystko przez nadgorliwą ciotkę, która chciała się go jak najszybciej pozbyć. I tym sposobem na podstawie 10cm2 płyty łóżeczka miałam podjąć decyzję: brać czy nie brać. Wzięłam. Nosz kurde wzięłam, ale z milionem wątpliwości. Tutaj chyba znowu dały o sobie znać różnice kulturowe, bo o ile mój mąż zdążył mnie na przestrzeni 8 lat naszego związku dobrze poznać i zrozumieć mój zmysł estetyczny (a jakże! pod względem estetyki jestem wyjątkowo upierdliwa) to już reszta jego rodziny niekoniecznie. I tak dla nich łóżeczko to po prostu łóżeczko. Służy po to by dziecko w nim spało, choć niekoniecznie dzieje się to w praktyce. Nikt nie zastanawia się nad tym czy kolor będzie pasował do pokoju, czy pościel będzie pasowała do łóżeczka, czy ma szuflady czy poziom materacu można regulować, czy łóżeczko ma potrzebne atesty i czy jest drewniane czy z płyty. Mnie powiedziano, że łóżeczko które biorę (w momencie podejmowania decyzji szczelnie owinięte niebieską folią i rozłożone na części pierwsze) jest brązowe i że ma szuflady. No, czego tam mogę chcieć więcej... I tak jak już Wam wspominałam, łóżeczko zabraliśmy do domu i mąż wtargał je na nasze 2. piętro. Tam zaległo na korytarzu na długi tydzień w oczekiwaniu na złożenie. Dzisiaj nadszedł dzień sądu. Po wcześniejszym wybadaniu sytuacji czy złożenie go dziś wieczorem jest w ogóle możliwe, czyli wykonaniu telefonu do męża z prośbą by urwał się dziś z pracy wcześniej, wciągnęłam mniejsze części do mieszkania i wyciągnęłam z folii i gazet. Pierwszy zonk: łóżeczko jest żółte a nie brązowe. To znaczy ma brązowe elementy w postaci obramowań szuflad i płyt. Reszta jest w kolorze jajka, a właściwie jajecznicy, bo to nie jest gładki kolor tylko wzorek w małe kwadraty w różnych odcieniach żółtego.Na tle naszej biszkoptowej ściany takie jajo prezentuje się średnio smacznie. Ogólnie dramacik. Mój wrodzony pech, że gdy podejmowałam decyzję ciotka odsłoniła mi 10cm2 szczytu, który akurat jest brązowy. Zonk nr 2: materiał wykonania. Kiedyś to marzyło mi się drewniane. Tego jednak w Turcji jak na lekarstwo, więc pogodziłam się już, że prawdopodobnie będzie z płyty. W końcu nawet Ikea sprzedaje z płyty. Ale to tutaj przerosło granice mojej tolerancji. No co za ohyda! Chociaż, gdyby zostało wykonane z brązowej płyty szczytów, byłoby nieźle. Jajecznica psuje cały efekt i kłuje mnie w oko jak upierdliwy paproch, którego nie mogę wyciągnąć. Pomyślicie, że przesadzam. Otóż są płyty, które imitują drewno i na pierwszy rzut oka się nie zdradzają. A tu trzeba byłoby być ślepym, żeby nie zauważyć tego kiczu. Jest źle. Zonk nr 3: element, który zazwyczaj bardzo mi się podoba w łóżeczkach, czyli szczebelki, tutaj jest zupełnie spieprzony. Podczas gdy całe łóżeczko jest z płyty, te niewiadomo czemu są ze sklejki (!). Takiej zwykłej, nawet nie pomalowanej ani dobrze wyszlifowanej. Fuszera na całego. Dobra wiadomość nr 1: oprócz dwóch szuflad łóżeczko ma jeszcze dwie dość pojemne szafki. Na szafkach mi zależało, bo nie mam miejsca w pokoju na dodatkową szafę dla dziecka, w naszych garderobach przeznaczę na nie dwie półki i stąd każde dodatkowe miejsce jest na wagę złota. Szkoda, że na tym dobre wiadomości się kończą. Zonk nr 4 objawił mi się po dokładniejszym przyjrzeniu się płytom. Hmmm... powiedziano nam, że łóżeczko było właściwie nieużywane, bo mały nie chciał w nim spać... No cóż, stan MDF świadczy o czymś zupełnie przeciwnym. A to podrapane, a to zaplamione albo odklejona sklejka... Pełna rozterek naradziłam się z mamą na skypie. Mama kazała mi w ogóle nie składać łóżeczka, bo skoro już części mi się nie podobają to całe łóżeczko też mnie nie przekona. Zdawałam sobie sprawę, że jego złożenie i to bez instrukcji i bladego pojęcia jak ma ostatecznie wyglądać będzie drogą przez mękę. Do tego H. nie jest miłośnikiem stolarki więc już sobie wyobrażałam jak będzie wieczorem kurwował. I na to wszystko ja powiem "sorry, ale to nie to, możesz rozłożyć" :-D Wyżaliłam się mężowi, że czuję już, że będzie źle, ale on uparł się, że je złoży i obiecał, że nie będzie na mnie zły jeśli decyzja zapadnia na "nie". I tak przez niemal 3h walczyliśmy z łóżeczkiem. Ja z każdą minutą dostrzegałam kolejne wady. Ku naszemu zaskoczeniu łóżeczko okazało się też kołyską. Góra z materacem jest zawieszona na hakach, którymi można bujać. No niby fajne, ale tego ustrojstwa nie idzie zabezpieczyć przed bujaniem. H. tak świetnie poradził sobie z łóżeczkiem, że do teraz na myśl o tym szczęka mi opada z podziwu. Bez kompletnego wyobrażenia jak ma finalnie wyglądać i tylko na podstawie obejrzenia części dał radę :)) Gdy już mieliśmy wyobrażenie o budowie łóżeczka wiedziałam, że nic mnie do niego nie przekona. Po prostu to nie TO. H. jednak uparł się, że je złoży i już. I tak w końcu stanęło w naszej sypialni.Wygląda tak:


 Razem doszliśmy do porozumienia, że go nie chcemy. Za jego największą wadę uważam to, że nie da się regulować wysokości materaca i łóżeczko jest bardzo płytkie. Do tego mamy ok. 20cm-owy materac, po włożeniu którego dziecko tak naprawdę będzie leżało jakieś 20cm poniżej szczytu szczebelek. Gdy zacznie siadać, łóżeczko przestanie być dla niego bezpieczne. Do tego się buja :-] No sorry, ale chciałabym, żeby posłużyło nam dłużej niż przez 6 miesięcy. Zamierzamy wydać je dalej już w złożonej formie. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie uda się to załatwić, bo teraz już dostałam gazu w kwestii łóżeczka i pomimo, że mamy jeszcze dużo czasu na te sprawy, chcę je jak najszybciej mieć z głowy. Początkowo bardzo podobało mi się to: 

http://www.bebefix.com/Babyhope-4-cekmeceli-besik-70130-920-34_41399.html#0
Ale widzę już, że to chyba jakaś zmora tureckich łóżeczek - brak możliwości regulowania poziomu materacu. I pomimo to do góry wizualnie mi się bardzo podoba, pójdę chyba w stronę praktyki. Czyli, witaj Ikea! Mam teraz dwie opcje. Pierwsza to łóżeczko Stuva z szufladami. Wyglądem d*** nie urywa (nie podobają mi się w szczególności "dziury" w szufladach, ale mogę regulować wysokość materaca, a później wymontować przednią ściankę z szczebelkami. 

http://www.ikea.com.tr/urundetay/69001144/stuva_cekmeceli_bebek_karyolasi.aspx

Opcja nr 2 to Hensvik. Górne wykończenie szczytów skradło moje serce, nic na to nie poradzę, że wygląd dla mnie waaaażny jest :)) Poza tym sprawia wrażenie lekkości, nie to co klocek Stuva :D

http://www.ikea.com.tr/urundetay/00248529/hensvik_bebek_karyolasi.aspx
No i cenowo też bardziej do mnie przemawia :)) Stuva w tureckich warunkach to wydatek ok. 600zł. Hensvik jakieś 300. Zastanawiam się czy warto inwestować 300zł w dwie szuflady :-S W tym łóżeczku też nie da się wymontować jednego boku. Ale, drogie Mamy, czy Wasze starsze dzieci korzystają z przywileju samodzielnego wychodzenia z łóżeczka? Bo temu ma służyć opcja wymontowania boku... Proszę o rady :-*

4 komentarze :

  1. Nie kupuj lozeczka z wymontowywanym ani opuszczanym bokiem. Opuszczany bok to porazka. Nasz syn tak skakal w lozeczku i szarpal szczeblami ze balam sie ze ten bok wyleci i stalo szynami do sciany. Gdy zaczal wychodzic gora opuscilismy bok ale to i tak bylo za wysoko by robil to bezpiecznie, wiec caly wymontowalismy Kolejna porazka.?Spadal w nocy. Kup zwykle lozeczko z regulowana wysokoscia materacyka z opcja wyjecia kilku szczebli. Gdy dziecko bedzie wieksze bedzie moglo samo wejsc i wyjsc a nie wypadnie przez sen. Albo nawet bez tej opcji tylko po prostu potem wypilujecie kilka szczebelkow. Wyjmowany czy opszczany bok jest kompletnie niepotrzebny i niepraktyczny. Wlasnie dlatego musielismy kupic dorosle lozko z barierka ochronna zanim syn skonczyl 2 lata. Gora wylazil i tobylo niebezpieczne a bez boku wypadal bo lizko za male bylo gdy sie na szerokosc ukladal. Argumentuja ze wtedy nie trzeba sie schylac by dziecko wyjac gdy matrac nizej opuszczony- i tak sie wtedy nie schylasz bo na tym etapie dziecko gdy sie obudzi to siada lub staje w lozeczku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za cenną radę! Właśnie tak myślę, że w razie czego wypiłowalibyśmy kilka szczebelków albo zamówilibyśmy u stolarza barierkę.

      Usuń
  2. Wizualnie muszę powiedzieć, że to łóżeczko mi się podoba i gdybym patrzyła tylko na zdjęcie pewnie dziwiłabym się co Ci nie podoba :P ja marzę o takim :D oczywiście w innej kolorystyce, ale skoro ma tyle wad co piszesz i brak tych ważniejszych funkcji, które łóżeczko powinno mieć to faktycznie opchnijcie i kupcie coś nowego ;)

    http://rodzice-plus-dziecko.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, według mnie model wizualnie jest ok. Zresztą sama zobacz, że to drugie łóżeczko (brązowo-białe), które mi się podoba, jest pod kątem modelu bardzo podobne. Kolor jednak jest naprawdę ohydny, zdjęcie nie oddaje brzydoty efektu jajecznicy, no i nosi wyraźne oznaki użytkowania. Poza tym brak możliwości regulacji wysokości materacu jak dla mnie kompletnie je dyskwalifikuje, bo w momencie gdy dziecko zacznie siadać i tak musielibyśmy szukać czegoś innego...

      Usuń