sobota, 19 kwietnia 2014

o Wielkanocy

Niełatwo jest spędzać święta za granicą. W szczególności w kraju, w którym dane święto nie istnieje. W moim rodzinnym domu każde święto to wielkie wydarzenie. Uwielbiam tą świąteczną atmosferę. Sprzątanie, dekorowanie domu, spędzanie kilku dni w kuchni. Świąteczna gorączka sięga zenitu przed Bożym Narodzeniem. Klimat tych świąt jest u nas tak magiczny, że gdy sobie o nim teraz pomyślę, ze wzruszenia aż łzy napływają mi do oczu :-) Wielkanoc też jest wyjątkowa. Dekoracje z kurczaków i pisanek są dla mnie kwintesencją wiosny. Do tego zapach świeżutkiej szynki i widok kolorowych kwiatów w ogrodzie i na tarasie, które mój tata co roku z troską dogląda. Powtarzające się co roku śmiechy podczas mniej i bardziej udanych prób wykonania baranka z masła, a potem prześciganie się w podsumowaniach do czego jest podobny :-) malowanie jajek, chociaż nasza kolekcja pisanek jest już bardzo pokaźna. Do tej czynności angażowany był również mój mąż - muzułmanin, który strasznie to polubił :-) Dekorowanie mazurka - to było zawsze moje zadanie. Przygotowywanie koszyczka z święconką i marudzenie mojej siostry, że oto znowu musi zasuwać z nią do kościoła :-) Wreszcie wieczorne winko z mamą, gdy po całym dniu spędzonym w kuchni padałyśmy ze zmęczenia. W niedzielę rano trzeba było wcześnie wstać, żeby pięknie nakryć do stołu - odświętny obrus i porcelana i oczywiście dekoracje. W międzyczasie farbowanie na szybko jajek ugotowanych na twardo tuż przed podaniem ich na stół. Tak, te jedzone na śniadanie u nas też są kolorowe :-) Do wielkanocnego stołu zasiadamy zawsze w odświętnym stroju, do czego mój mąż długo nie mógł się przyzwyczaić - jak to, w domu ma paradować w garniturze? Ano na kilka godzin ;-) Śniadanie rozpoczynało się od przemowy mojego taty i podzielenia się jajkiem. A potem próbowanie naszych smakołyków, sałatki, kurczak w sosie curry, kurczak nadziewany, szynka, biała kiełbacha, okrawanie z kolejnych części ciała maślanego baranka i herbata plus szampan do popicia :-) Po śniadaniu wszyscy wychodziliśmy do ogrodu na poszukiwanie drobnych prezentów poukrywanych przez Zajączka w krzakach. Tymi zajączkami był najczęściej mój tata i H. wymykający się troszkę wcześniej od świątecznego stołu. Prezenty zawsze były dla wszystkich od najmłodszego do najstarszego. Jako dziecko dostawałam słodycze, albo jakieś drobne zabawki. Dorośli dostawali "dorosłe" prezenty - na przykład butelkę ulubionego alkoholu. Następnie z prezentami wracaliśmy do domu, ci, którzy nie szli do kościoła, mieli już przyzwolenie na przebranie się w coś wygodniejszego :-) cały dzień spędzaliśmy rodzinnie, dojadając coś z świątecznego stołu, spacerując, popijając szampana. Obchodziliśmy też Śmingus Dyngus ;-) każdy z nas przygotowywał się w kwestii broni dużo wcześniej, choć teraz już wiemy z H. że sklepowe karabinki wodne wypadają bardzo słabo przy butelce po płynie do mycia okien :-D Przekonała się o tym również moja teściowa, gdy kiedyś podczas ich wizyty w Polsce wypadła Wielkanoc. H. starał się ich uprzedzić, że w świąteczny poniedziałek od samego rana lejemy się wodą, ale i tak dali się zaskoczyć :-) na szczęście mają poczucie humoru i przyjęli wszystko z uśmiechem na twarzy. 

W tym roku mija druga Wielkanoc, którą spędzam w Turcji. W zeszłym roku miałam dużo zapału i chciałam przygotować świąteczne śniadanie. Niestety bardzo dużo potraw wielkanocnych to dania z wieprzowiny - szynka, kiełbasa, czyli w Turcji kompletnie nieosiągalne. Wzięłam się w takim razie za sałatkę jarzynową i szybko napotkałam kolejne schody: turecka pietruszka składa się z samej natki (korzeń to same nitki, brakuje białej marchewki!), a majonez jest okropnie słodki. Sałatka ostatecznie powstała, ale nie była taka smaczna jak polska i jej większość wylądowała w koszu. Teście z racji, że do swoich świąt też nie przywiązuję większej wagi, nie posiadają nawet pełnej zastawy. Każdy talerz i widelec z innej parafii. Z takich składników nie sposób pięknie nakryć do stołu. W końcu gdy zasiedliśmy do stołu, zabrakło teścia zajętego czymś ważnym i siostry H., która nie mogła zwlec się z łóżka. 

Dlatego w tym roku powiedziałam dość. Nie robię żadnej sałatki, nikogo nie zapraszam. Dzisiaj upiekę wielkanocną babkę, żeby było coś słodkiego na ząb, a jutro rano zapraszam męża na świąteczne śniadanie do restauracji. Element świąteczny, odstąpienie od rutyny będzie, ale nic poza tym. Gdy pojawi się nasze dziecko i gdy troszkę podrośnie, rozszerzę tureckie świętowanie Wielkanocy o udekorowanie mieszkania i prezenty. No, chyba że uda nam się odwiedzić dziadków w Polsce :-)

Nie rozpaczam, nie jest źle. Bożego Narodzenia bym tutaj nie przeżyła, serce by mi pękło, ale z Wielkanocą na obczyźnie jakoś dam sobie radę. Chociaż gdy wczoraj rozmawiałam z mamą na skypie i ta musiała szybko kończyć, bo tyyyle pracy czekało na nią w kuchni zapragnęłam znaleźć się tam z nimi. Może za rok? :-)

Kochani! 
Życzę Wam spokojnych Świąt Wielkanocnych!
Dużo zdrowia, radości i spełnienia marzeń! 
Niech wiosna napełni Was nadzieją i przyniesie zmiany na lepsze.
Gdy usiądziecie do świątecznego stołu, popatrzcie na swoich najbliższych i doceńcie to, 
że są, że możecie spędzać te święta z nimi. 
Niech wszystkie kłótnie i nieporozumienia pójdą w niepamięć,
a Wy cieszcie się ciepłą, rodzinną atmosferą.



8 komentarzy :

  1. Kochana, ja Wam również życzę aby jutrzejszy dzień, był inny niż te pozostałe, a za rok- żebyś mogła świętować w Polsce z mężem, maluchem i swoją rodziną. A o świętach na obczyźnie napiszę już po, bo teraz czas nagli, mam tyyyyyle do zrobienia :) I wiem dokładnie co poczułaś, kiedy to usłyszałaś. Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrowych i Wesołych Świąt Kochana :) :*

    OdpowiedzUsuń
  3. No więc tak :)
    Kiedy Eliza miała 1,5roku, w Wielki Piątek okazało się, że ma szkarlatynę. Oczywiste stało się, że czeka nas Wielkanoc we troje, w dodatku z chorym, rozmarudzonym, nie jedzącym dzieckiem... Pamiętam, że w sobotę po południu zadzwoniłam po coś do mamy, pewnie pogadać chciałam, no i mama chwilę oczywiście ze mną pogadała, no a potem musiała wracać do kuchni, bo miała jeszcze tyyyyyyyyle roboty :) To było jak plask w policzek na moje rozbuchane poczucie rodzinności świątecznej :)

    A co do Twojej sytuacji- myślę, że ciężkie są takie sytuacje zwłaszcza przy okazji Świąt, wtedy te wszystkie różnice kulturowe odbijają się czkawką, my tęsknimy za obchodami "po naszemu", z drugiej strony- nie ma się Im co dziwić, bo pewnie nigdy nie zrozumieją tego, co dla nas znaczą takie Święta. A powiedz- jak u Nich z celebracją Ich Świąt. Ty pewnie bierzesz w nich udział? No i jestem też ciekawa, jak z mężem rozwiązaliście kwestię tego, w jakiej wierze będzie wychowywany Wasz maluch?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, ale Elizka sobie wybrała termin na szkarlatynę :) No ja właśnie tak się poczułam, choć oczywiście bardzo dobrze rozumiałam mamę.

      Wiesz, w kwestii różnic kulturowych to chyba i tak jestem szczęściarą, bo mój mąż przez 6 lat mieszkał w Polsce i trochę się spolszczył ;-) obchodził z moją rodziną wszystkie święta i bardzo mu się one spodobały. On więc wie za czym tęsknię. A jego rodzina, no cóż... nie spodziewam się, że zrozumieją (no może poza kwestią urodzin), sami też nie przykładają się do swoich muzułmańskich świąt, te są obchodzone u nich w rodzinie kompletnie na odpieprz - kiedyś je opiszę choć muszę się pilnować z narzekaniem, bo odkryłam, że H. mnie podczytuje ;-)) W każdym razie, dzięki polskim świętom, H. miał okazję przekonać się, że bardzo lubi świętowanie więc w tej kwestii jesteśmy bardzo zgodni.

      Co do religii dzieci, oboje mamy bardzo luźne podejście do tego tematu. Islam i chrześcijaństwo w swojej najczystszej postaci są do siebie całkiem podobne. Zamierzamy więc zaznajomić dziecko zarówno z islamem jak i z chrześcijaństwem, tak by wiedziało co to Wielki Post, a co to Ramadan. Od lat obchodzimy zarówno święta chrześcijańskie jak i muzułmańskie, więc takie rozwiązanie wydaje nam się najbardziej naturalne. Na pewno nie chcę chrzcić dzieci, jeżeli trafi nam się synek to zdecydowaliśmy się na obrzezanie, choć powodem mojej decyzji w tej sprawie są raczej pobudki zdrowotne niż religijne. W Turcji trzeba podać religię dziecka do sporządzenia aktu urodzenia. Podamy islam, ale głównie z tego powodu, że religia ta nie wymaga żadnych ceremonii, typu Pierwsza Komunia, bierzmowanie, itd. a także będziemy mieć pewność, że nie spotka go nigdy nic nieprzyjemnego ze strony upierdliwych tureckich urzędników, wśród których zdarzają się konserwatyści. Gdy dziecko dorośnie samo podejmie decyzję i my z pewnością ją uszanujemy jakakolwiek by nie była.

      Usuń
  4. Pewnie postąpiłabym tak samo. To jak się domyślam się H. nieźle sobie daje radę z naszym językiem?
    No właśnie, tak naprawdę dużo zależy od tego, jaki ktoś ma stosunek w ogóle do świąt i ich obchodów. U mojego Marcina w domu, było podobnie jak w Twoim domu rodzinnym, z tym, że Oni są straszne wierzący, więc jeszcze było czytanie pisma św itd. U nas z kolei-głównym tematem, który zaprzątał głowę mojemu ojcu, było to, co będzie do jedzenia :) Teraz chce mi się z tego śmiać, ale generalnie- przykre i jednocześnie żałosne. Mój brat w ogóle nie lubi takiego świętowania, więc podobnie jak ojciec-ani nigdy nie ubierał się jak należy, i zawsze byle szybciej... My z Marcinem jesteśmy gdzieś pomiędzy :) Też lubimy dobrze zjeść, a Święta to też tradycyjne na ten czas potrawy,ale zawsze ubieramy się odświętnie, staramy się, aby ten czas był jednak inny, niż taka zwykła niedziela.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. H. świetnie mówi po polsku i ku mojej zgrozie rozumie wszystko co tu wypisuję ;-P

      Usuń