niedziela, 8 czerwca 2014

Opowieści weselne cz. 3 i ostatnia

Dziewczyny, przepraszam jeśli udało mi się zanudzić Was notkami weselnymi na śmierć. Jeżeli dotrwałyście do tej części to serdecznie Wam gratuluję, postaram się by to była już ostatnia część historii, no bo cholerka ileż można... Ale cóż ja poradzę na to, że tureckie tradycje weselne są TAK BARDZO różne od naszych? Że jest tak dużo pierdółek, detali, które tworzą całą atmosferę inności? :) No nic, nie tracę czasu i przechodzę do rzeczy.

Wesele. Wreszcie przychodzi na nie kolej :) Po zmówinach, zaręczynach i nocy henny Turcy wreszcie doczekują się godziny "zero". Ten dzień jest wyjątkowo chaotyczny, pamiętam dokładnie jak to było u nas :)

Podczas gdy panna młoda wraz z całą świtą pędzi z rana do fryzjera, pan młody odwiedza inny salon piękności :) Nie wiem czy w Polsce takie praktyki też są obecne, ale tutaj standardem jest pakiet zabiegów przygotowujących faceta do ślubu :) Oprócz dokładnego strzyżenia, golenia, lekkiej korekcji brwi, wycinania kłaków z nosa i uszu, pan młody ma również nakładaną maseczkę oczyszczająco-nabłyszczającą. Nie wiem jak to dokładnie wygląda, tyle udało mi się dowiedzieć od H. Mogę Wam natomiast więcej powiedzieć o efektach takiej wizyty - mój mąż wrócił tak wymuskany, że ledwo co go poznałam i na wszystkich zdjęciach świeci się jak psie jajka :-]]]]

Pierwszy taniec naszych przyjaciół
W tym czasie od samego rana do popołudnia UWAGA UWAGA kręci się akcja związana z jedzeniem. Oho, wreszcie nadchodzi na nie pora. Czy właśnie pomyślałyście o restauracji ze stołami nakrytymi białymi obrusami??? Ja mojego pierwszego razu w Turcji też :) Ale zonk, drogie Panie, to nie tutaj. Pamiętam dokładnie moje zdziwienie, gdy teściowa pierwszy raz wywiozła mnie na weselny poczęstunek. Ten wydawany jest w miejscu zamieszkania panny młodej, a raczej przed nim :) W ogrodzie (jeśli jest) lub zwyczajnie na części ulicy, którą się z tej okazji wyłącza z ruchu rozstawiane są plastikowe stoły i krzesła. Nie razem tylko osobno. Do obsługi zatrudnia się kilku chłopaków, którzy przychodnim wskazują miejsce do zajęcia i wykonują szybko akcję "stoliczku nakryj się". Czyli nakrywają stoły (najczęściej) gazetami (!!!) i szybko przynoszą tradycyjny weselny zestaw: fasolka w sosie pomidorowym z wołowiną, sałatka, pilaw, pikantna mleczno-pszeniczna papka zwana keşkek, frytki w jogurcie i butelka wody mineralnej :D Wszystko na wspólnych talerzach, z których grupa gości wyjada razem łychami :) Czy już zbieracie szczękę z podłogi? 

Standardowy stół weselny
Na taki poczęstunek może przyjść dosłownie każdy, również ci, którzy nie zamierzają przyjść na wesele. Przy wydawaniu posiłku często aktywna jest już orkiestra dająca popis bębnowych możliwości.

Czasem w tym czasie młoda para z tylko najbliższymi gośćmi udaje się do urzędu cywilnego i bierze oficjalnie ślub. Częściej jednak czekają z tym do wieczora. Gdy już jest spokojnie po 19:00 i wystarczająca liczba gości zjawiła się na miejscu wesela, nadjeżdża młoda para. Wchodząc do salonu weselnego/na szkolne boisko/wiejskie klepisko jest witana oklaskami. Oficjalne wejście przypieczętowane jest przejściem przez bramkę z kwiatów i przecięcie wstęgi :D Tutaj często napotykają pierwszą próbę naciągnięcia ich na kolejne kilka lir przez obsługę, która podając nożyczki do przecięcia wstęgi uprzedza, że nożyczki "nie tną".

Zaraz po tym młodzi od razu startują na środek parkietu i tańczą pierwszy taniec z rodzaju "slow". Potem przechodzą do swoich tronów - na podwyższeniu ustawiony jest stół i dwa krzesła wszystko nakryte białym atłasem z kokardami, kwiatami i bożonarodzeniowymi światełkami :) Wtedy też przychodzi urzędnik z urzędu cywilnego w bordowym płaszczu i udziela młodym ślubu. W Turcji wyłącznie śluby cywilne są rozpoznawane przez prawo. Jest to często niespodzianka dla cudzoziemców, którzy mylą Turcję z państwami arabskimi i wyobrażają sobie, że w kraju działa niemal szariat. Turcja nie ma nic wspólnego z Arabami (oprócz religii, no, ale to jak Polska i Meksyk) i jest to w pełni państwo laickie (bardziej laickie niż Polska). Żonę można mieć tylko jedną :D i żeby oficjalnie się żoną mogła nazywać, trzeba wziąć ślub cywilny. Śluby muzułmańskie udzielane przez imamów nie mają żadnej mocy prawnej, czyli oficjalnie są nieważne. 

Moment składania przysięgi. W czerwonym płaszczu urzędnik państwowy.

Po wypowiedzeniu przysięgi, młodzi przekładają obrączki z prawych dłoni na lewe, mąż może pocałować żonę w czoło. Całować się w usta przed cała weselną świtą NIE WYPADA. Żadnego więc "gorzko, gorzko" :D

Po tej części oficjalnej nadchodzi czas na kolejnego "slow'a". Dalej zaczynają się tradycyjne tureckie rytmy i wszyscy goście proszeni są do tańca. "Slowy" tańczy się w parach. Mężatki tańczą tylko ze swoimi mężami (nad czym ubolewam, ahh! Nie, żeby H. był beznadziejnym tancerzem, ale ja akurat lubię tańczyć z różnymi partnerami :) Zupełnie obcy jest im zwyczaj tańczenia z kolegą/wujkiem/nieznajomym), a jeżeli takiego zabrakło lub jest niedysponowany, bidna kobitka tańczy z inną kobietą :) Jest to widok niesamowicie pocieszny, który wciąż wywołuje u mnie uśmiech na twarzy, ale dla nich to zupełna normalka. Problem sam się rozwiązuje, gdy po slowach zaczyna się maraton tureckiej muzyki ludowej, czyli tańczymy w kółeczkach lub większych grupach, ewentualnie z partnerem ale na odległość :) Tutaj już dozwolone jest zwrócenie się w stronę innego mężczyzny.

Takie tańce są okropnie wyczerpujące, ale kto powiedział, że wesele to przyjemność :) Oj nie, tureckie wesele to dla pary młodej przede wszystkim ciężka praca. Trzeba zasuwać na parkiecie non stop, podrygiwać w rytm ogłuszającego bębna, kręcić zmysłowo zadkiem i cycuszkami w dźwięk zawodzenia zurny. Muzyka jest bardzo głośna, więc prowadzenie dyskusji między gośćmi jest praktycznie niemożliwe. Poza tym nie ma do czego siadać - stołów brak, jedzenia brak. Są jedynie krzesła poustawiane dookoła miejsca do tańczenia, które okupują głównie babcie. Także gdy para młoda usiądzie, siadają wszyscy i nagle wesele zamiera. Nikt nie chce tego ryzykować więc młodzi niestrudzenie podrygują dalej. 

Wszystko jednak wynagradza godzina ok. 22, czyli moment wręczania prezentów. Jak już Wam wcześniej wspominałam, tradycyjnym prezentem jest złoto. Od rodziców panna młoda dostaje kolejny komplet kolczyki & naszyjnik, od teściów najczęściej grubaśną bransoletę. To oni wręczają prezenty jako pierwsi. Za nimi ustawiają się pozostali goście. Najbliższa rodzina kupuje bransoletki. W Turcji nie ma dmuchanego złota, wszystkie wyroby są pełne. Za standardową uważa się próbę 916 (czyli 22-karatowe), nie 585 (popularna 14-nastka) jak w Polsce. Pozostali kupują złote monetki z wytłoczonym wizerunkiem pierwszego prezydenta Turcji - Atatürka, zwane potocznie "ćwiartką" (nazwa wzięła się od wagi wyrobu, choć są też bogatsze wersje, czyli np. "połówka"). Dalsi goście, dalecy znajomi, sąsiedzi i goście z przypadku wręczają pieniądze. 

Złota "ćwiartka"
Monetki i banknoty przyczepia się agrafkami do czerwonych szarf, które para młoda ma przerzucone przez ramiona.

Wręczanie weselnych prezentów
Po tym niewątpliwie najważniejszym dla nowożeńców momencie, obwieszeni złotem i pieniędzmi tańczą tradycyjny taniec. Złoto jest prezentem zarówno dla panny młodej jak i dla pana młodego. Jest to taki początkowy budżet rodzinny. Po weselu młodzi często sprzedają część złota (w Turcji nie ma takiej różnicy jak w Polsce w cenie złota kupowanego i sprzedawanego) i za pieniądze w ten sposób uzyskane kupują np. samochód. Z moich obserwacji wnioskuję jednak, że zwyczaj ten mocno ewoluuje w ostatnich latach i prezenty nie są już tak bogate jak to było w przeszłości. Kiedyś za równowartość weselnych prezentów młodych było stać nawet na mieszkanie.

Jak widać na zdjęciach strój młodej pary jest bardzo podobny do europejskich ubrań weselnych. Tak naprawdę jedyną różnicą jest czerwona szarfa w pasie panny młodej. Szarfę tą zawiązuje jej ojciec przed wyjściem z domu. Szarfa ma symbolizować dziewictwo kobiety. Tak przynajmniej było w przeszłości, bo teraz za wyjątkiem zacofanego wschodu państwa nikt tego nie sprawdza, a Turczynki mieszkające w dużych miastach często żyją dość swobodnie. Jednak na wschodzie, głównie wśród Kurdów, całkiem popularna jest praktyka uzyskiwania zaświadczenia lekarskiego potwierdzającego dziewictwo dziewczyny.

Na weselach często są też dodatkowe atrakcje w postaci pokazu regionalnych tańców. Na naszym weselu był np. pokaz tańca z drewnianymi łyżkami zawodowych tancerek w strojach ludowych.

Pokaz tańca z drewnianymi łyżkami
Tureckie wesela kończą się około północy. Najczęściej po wręczeniu prezentów część gości pomału się rozchodzi.

W Turcji w zdecydowanie większości przypadków młodzi sami się dobierają i podobnie jak w Europie, po pewnym czasie decydują na ślub. Mieszkanie razem przed ślubem nie jest akceptowane, jednak młodzi Turcy i na to znajdują rozwiązania. Wiadomo, potrzeba matką wynalazków. Gdy studiuje się w mieście oddalonym o setki kilometrów od rodzinnego domu, poczucie wolności bardzo wzrasta. Często widziałam u naszych znajomych, że pary wynajmowały co prawda swoje osobne mieszkania na wypadek odwiedzin rodziny, ale w praktyce mieszkali razem u chłopaka. Pomimo tej wielkomiejskiej wolności, częste są też małżeństwa aranżowane. Zajmują się tym głównie rodziny mężczyzn, którzy po odbyciu obowiązkowej służby wojskowej są już oficjalnie gotowi do ożenku. Matki i babcie robią szybkie rozpoznanie terenu i wynajdują idealną według nich kandydatkę na pannę młodą. Młodzi są wtedy sobie przedstawiani (z wyraźnym zaznaczeniem celu znajomości) i mogą się trochę pospotykać :) Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, wkrótce przychodzi czas na zmówiny. Znam wiele par, które w ten sposób się pobrały, i co na początku w głowie mi się nie mieściło, są to pary szczęśliwe i wyglądają na kochające się :)
Są też śluby ekstremalne, jak to nazywam, czyli takie, w przypadku których młodzi pierwszy raz widzą się dopiero na zaręczynach, ale należą do zdecydowanej rzadkości i występują w najbardziej zacofanych i konserwatywnych środowiskach na wschodzie kraju, głównie wśród Kurdów.

A jak to było u nas? :)

Po 5 latach znajomości i tylu też mieszkania razem, H. wreszcie padł przede mną na kolana prosząc o moją rękę. Zaręczyliśmy się sami, po polsku, a fakt ten przypieczętowaliśmy pierścionkiem zaręczynowym. Po kilku miesiącach, gdy w Polsce odwiedzili nas jego rodzice, mój teść wypowiedział oficjalną formułkę o woli Allacha i prośbie o moją rękę przed moim tatą :) Tata stwierdził, że już dawno po ptakach, więc on nie ma tu nic do gadania :D Dla tureckiej rodziny zorganizowaliśmy zaręczyny. Nie chciałam jednak wystraszyć moich rodziców tureckimi zwyczajami weselnymi, więc wyprosiłam byśmy tą pierwszą imprezę mieli zorganizowaną na nutę europejską - w restauracji, nie na klepisku, z najbliższą rodziną, a nie 400 gośćmi. Tak też się stało. Impreza była elegancka, w pięknie położonej restauracji, ze skromnym poczęstunkiem, ja ubrana byłam w prostą biało-czarną sukienkę, nie jaskrawą bezę zasypaną brokatem i cekinami. Po zaręczynach nasi rodzice usiedli do stołu i zaczęliśmy uzgadniać kwestie wesela. Mam bardzo małą rodzinę, więc początkowo planowaliśmy jeden ślub turecki. Wykorzystując wizytę moich rodziców w Turcji zabrałam ich na tradycyjne tureckie wesele, aby mieli pojęcie co ich czeka. Cóż, bawili się dobrze, ale coraz częściej zaczęły nas przytłaczać tureckie zwyczaje. Bo prawdą jest, że one wszystkie są piękne, ale tak RÓŻNE od naszych, że żaden kompromis nie był tu możliwy. Co gorsza, rodzina mojego męża mieszka na tureckiej prowincji, sami są naprawdę nowocześni, ale co z tego skoro wszystkie ciotki, wujki, kuzyni i sąsiedzi nie? Trzeba było więc zorganizować tradycyjne wiejskie wesele dla ponad 600 gości. Z racji, że z Polski mieli przyjechać tylko moi rodzice i siostra, polskie akcenty zupełnie zginęły w natłoku tureckich nakazów. I gdy podczas jednego z wieczorów z moją mamą przy winku i dobiegających odgłosach z polskiej imprezy dożynkowej :D usłyszałyśmy "Sokoły" i "Mydełko Fa" i "Dzikie Łabędzie"... aż serce ścisnęło, że nie będzie tego wszystkiego na naszej imprezie :)) Wówczas też zapadła decyzja, by zorganizować osobno polskie wesele w Polsce i tureckie wesele w Turcji. Teraz z perspektywy czasu wiem, że to była najlepsza decyzja. Moja rodzina nie została pominięta, wszystkie tradycje dopilnowane i uczczone. Tureckie wesele miało być pierwsze i miało być samym weselem. Po miesiącu miała przyjść kolej na wesele w Polsce i ślub kościelny konkordatowy (to ostatnie dla mojej 105-letniej prababci, dla której bez ślubu w kościele w ogóle nie było ślubu, nie dało się z nią dyskutować). Los oczywiście zweryfikował nasze plany i gdy nasze państwo zaserwowało H. olbrzymie kłopoty w wydaniu kolejnego pozwolenia na zamieszkanie w Polsce (pomimo skończonych studiów w Polsce, legalnej pracy w Polsce i braku choćby mandatu za jazdę tramwajem bez biletu) zdecydowaliśmy, że nie mamy już sił na użeranie się z niedouczonymi urzędnikami i zamówiliśmy w Urzędzie Cywilnym pierwszą wolną datę. W ten sposób w czerwcu 2011 roku tylko przy naszych rodzicach, siostrach oraz mojej babci staliśmy się mężem i żoną :) Zaraz po ślubie wyprowadziliśmy się do Stambułu. Na początku września my ze Stambułu i moi rodzice z Polski zjechaliśmy się do rodziców H. na tureckie wesele. Na samo wyobrażenie siebie w czerwonym stroju bindalli dostawałam gęsiej skórki. Początkowo próbowałam wybrać taki model bindalli, który odpowiadałby mojemu poczuciu estetyki, ale im mniej brokatu miał on na sobie, tym mina mojej teściowej rzedła. Wtedy też zupełnie sobie odpuściłam i dałam teściowej zielone światło na wybranie wszystkiego beze mnie, tak by tureccy goście i oni sami byli zadowoleni. Sobie zarezerwowałam jedynie wybór sukni ślubnej i tutaj prosiłam się nie wtrącać :D Suknię zaprojektowałam sobie sama i uszyłam w Polsce, a moi rodzice przywieźli ją do Turcji samolotem w bagażu podręcznym :D Gdy przyszedł wieczór z imprezą hennową, moi rodzice byli dokładnie poinstruowani co się będzie działo. Przed wyjściem golnęliśmy sobie na odwagę troszkę martini i jazda na klepicho. Sukienkę znowu miałam przywiezioną z Polski, skromną i taką, w której dobrze się czułam. Później ubrałam też bindalli. Bindalli wybrane przez moją teściową miało największą ilość brokatu jaką kiedykolwiek w życiu widziałam. 

Nakładanie henny na dłonie
Tradycyjny taniec
Gdy wyszłam tak przebrana, zobaczyłam trwogę w oczach mojej mamy pomimo, że rodzice wiedzieli co się będzie działo i widzieli też wcześniej inne tureckie wesele. Mama potem tłumaczyła, że owszem wiedziała, ale zobaczyć tak ubraną swoją własną córkę to było jednak zupełnie inne doznanie :)

Następnego dnia czekało nas tureckie wesele. Znowu golnęliśmy sobie po drinku na odwagę i jazda do gości. Teściowa moją sukienkę podsumowała jednym słowem "skromna". No i amen. Przynajmniej jeden akcent po mojemu ;) Czerwoną szarfę w pasie sobie podarowaliśmy. Teściowej powiedziałam, że nie pasuje ona do mojej sukienki. Nie protestowała ;)


Po skończonym przedstawieniu dla gości, czyli tańczeniu przez ok. 4h bez przerwy ludowe tańce tureckie, wyskoczyliśmy z moimi rodzicami i najbliższymi znajomymi do pubu na alkoholowe  i kompletnie luzackie afterparty :)

Po miesiącu odpoczynku zjechaliśmy tym razem z turecką familią do Polski, gdzie moi rodzice kończyli już przygotowania do naszego ślubu. Kolejny ślubny maraton rozpoczęliśmy od butelek z świńską kiełbachą z grilla i piwem. Czy u Was też jest zwyczaj butelek? :) 

Po małych perypetiach z księdzem proboszczem udzielającym po raz pierwszy w życiu ślubu międzywyznaniowego, staliśmy się również mężem i żoną w wymiarze katolickim :) Szczegóły tutaj pominę, żeby się znowu nie denerwować, ogólnie zaznaczę tylko, że ksiądz miał problem w zrozumieniu sensu ślubu MIĘDZYWYZNANIOWEGO. Na polskim weselu wyszaleliśmy się za wszystkie czasy. Wesele było mega luzackie, my czuliśmy się swobodnie, nie było fajerwerków ani pierwszego tańca rodem z "Tańca z gwiazdami" tylko kompletny spontan i "gorzko gorzko". Wszyscy byli zadowoleni, mogliśmy nagadać się z naszymi znajomymi. Starsze pokolenie świetnie współgrało z młodszym, nasi polscy znajomi z tureckimi. Turcy świetnie wpasowali się w polską imprezę, docenili turecki alkohol obecny na stole i turecką muzykę od czasu do czasu. Co do muzyki, moja mama miała spore obawy, że starsze pokolenie gości nie będzie umiało tańczyć do takich rytmów. Tymczasem turecka muzyka okazała się hitem wesela, nikt nie mógł przy niej wysiedzieć przy stole. Teściowa została obtańczona przez wszystkich moich wujków, co kwitowała mega zawstydzonym uśmiechem, ale dzielnie maszerowała na parkiet :) Było też "gorzko gorzko" dla rodziców młodej pary i teście także poradzili sobie bez zarzutu :) Po imprezie dostaliśmy mnóstwo telefonów z podziękowaniami za tak fajną zabawę :)

Akrobacje z moją siostrą :)

Więcej wesel i ślubów nie pamiętam. 

A, przepraszam. Pamiętam. 

Po jakimś tam czasie mieliśmy jeszcze ślub muzułmański u naszego zaprzyjaźnionego imama. Oboje nie jesteśmy religijni, ale stwierdziliśmy, że skoro wzięliśmy ślub kościelny to dla wyrównania powinniśmy też wziąć ślub muzułmański :D Odwiedziliśmy imama w domu, ten pewnego ciepłego wieczoru zaprosił nas do swojego ogrodu, usiedliśmy przy stole, imamowa żona zarzuciła mi na głowę białą chustę, imam nas pobłogosławił i po trzy razy zapytał się nas po kolei "Czy chcesz tego tu za męża?" i "Czy chcesz tą tutaj za żonę?". Trzykrotne powtórzenie pytania jest bardzo ważne w islamie. Gdybyśmy chcieli się rozwieść po muzułmańsku to też musielibyśmy powtórzyć trzykrotnie "Rozwodzę się z tobą" :D 
Na razie jednak nie zamierzamy ;)

13 komentarzy :

  1. Nie no taka uroczystość musi być magiczna, bo tak inna od naszej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noc henny jest naprawdę magiczna :) Pomimo tego całego kiczu, gdy pojawia się panna młoda w czerwieni a wokół niej krąży taca z henną oświetlona światłem świec, człowiek czuje się trochę jak w orientalnej bajce.

      Usuń
  2. Ach! Z telefonu ciezko to konkretnie skomentowac, bo sama sporo wysilku wlozylas w relacje, takze rozpisze sie jak wroce :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam z niecierpliwością na Twój komentarz :)

      Usuń
  3. Dobrnęłam do końca;)
    Fajnie, że tak pogodziliście różne wesela i śluby, na pewno nie było nudno;) Ślicznie wyglądałaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehhe, oj nie, nudno to na pewno nie było :) Chociaż tureckie wesela z perspektywy gościa są według mnie okropnie nudne - wczoraj właśnie miałam okazję ponownie się o tym przekonać. Lato się zaczęło - sezon weselny w pełni :]

      Usuń
  4. Zanudzilas??? W ZYCIU!!! Ja bym tak mogla czytac i czytac!
    Naprawde znasz tureckie tradycyjne tance??? Smiesznie, ze tam goscie tancza tylko wtedy kiedy robia to Panstwo Mlodzi. W Polsce to kazdy sie bawi, a na Mloda Pare prawie nie patrzy. :)
    Nie dziwie sie, ze Twoja mama byla w szoku. W tym stroju w ogole nie wygladasz na Polke tylko na rodowita Turczynke. :) A Tesciow z kolei podziwiam, ze przezyli polskie weselicho. Dla nich to musialo byc rownie trudne co dla Twoich rodzicow. :)
    No prosze, nie przypuszczalam, ze Turcja to taki swiecki kraj. Mialam wlasnie bledne wyobrazenie, ze to kraj do gruntu muzulmanski z rzadzacym prawem szariatu...

    I pomyslec, ze kiedy spotykalam sie z Amerykanami, myslalam ze to jednak spore roznice kulturowe i po jakims czasie zaczelam marzyc o polskim facecie... Nie wiem czy dalabym rade wyjsc za kogos z zupelnie egzotycznego kraju i przyjac wszystkie te nowe tradycje. Takze, podziw i szacun dla Ciebie! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Agatko. Nie znam wszystkich tradycyjnych tańców, choć je rozróżniam i mogę zapewnić, że są naprawdę ciekawe - każdy region ma swój taniec. Na szczęście taniec ludowy tego, z którego pochodzi H. jest bardzo prosty, chciałam wkleić filmik, na którym tańczą go tureccy mężczyźni, ale niestety będę potrzebowała pomocy męża :) Moja rodzina nauczyła się go w każdym razie bardzo szybko i potem szpanowali nim nawet na polskim weselu :D
      A co do różnic kulturowych :) to poznałam mojego męża, gdy ten mieszkał już ponad rok w Polsce, miał nawet polską girlfriend, która go oswoiła ;) więc mnie się trafił już w ogładzonej wersji :) H. jest takim polskim Turkiem, który potrafi zachować obiektywizm w ocenie jednego i drugiego narodu i chwała mu za to, bo inaczej to nie wiem co by było!

      Usuń
  5. Super opisy, naprawdę ciekawe, zwłaszcza gdy ktoś niewiele wie o Turcji ( i nigdy tam nie był) tak jak ja. Poczułam ten klimat : )a standardowy stół weselny - rozłożył mnie na łopatki : )
    mam nadzieję, że jeszcze pojawią się takie posty, p.s. Pamukkale jest piękne, mam nadzieje, że je kiedyś zobaczę na żywo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Turcja jest naprawdę fajnym miejscem na wakacje - mnóstwo miejsc do zobaczenia, gwarantowana pogoda, bardzo fajne hotele, super jedzenie i to wszystko za wciąż stosunkowo nieduże pieniądze. Wycieczek na tureckie wesela co prawda nie ma, ale w razie czego zapraszam do siebie, latem na pewno się jakieś znajdzie ;-)

      Usuń
  6. Wow!! 600 gości? Gdzie oni mają miejsce tylu przyjąć? Niesamowite jak bardzo różnią się nasze kultury. Moja kuzynka z kolei wyszła za Koreańczyka (południowego :D) i oglądając kasetę chyba jeszcze nie mogłam wyjść z podziwu, tak bardzo różniły się ceremonie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, dają radę :) bez stołów z jedzeniem na salach poustawiane są same krzesła, no a jak wesele jest na świeżym powietrzu tak jak nasze to w ogóle nie ma problemu :)

      Usuń
  7. Niesamowite czytałam z rozdziawionymi ustami, tak zgoła różne tureckie wesele od naszego, a jakie wrażenia tureckich gości po polskim weselu ?

    OdpowiedzUsuń