niedziela, 1 czerwca 2014

Notka z podróży - białe tarasy Pamukkale

Notka z wesela wciąż jest w przygotowaniu. Chciałam Wam jednak opisać okolicę, w której miało ono miejsce. Sama impreza z racji pochodzenia panny młodej organizowana była w mieście Denizli. Denizli samo w sobie jest typowym miastem przemysłowym, słynącym głównie z tekstyliów, ale skarb okolicy położony jest ok. 10km za miastem. Nazywa się ono Pamukkale i zapewniam, że usłyszy o nim każdy kto wybierze się do Turcji. Pamukkale jest wycieczką fakultatywną oferowaną we wszystkich turystycznych kurortach w kraju, zresztą nie bez powodu.

Pamukkale, które po turecku oznacza dosłownie "biały zamek", to tarasy trawertynowe, które naprawdę zachwycają swoim wyglądem. Tarasy położone są w miejscu pęknięcia skorupy ziemskiej, jest to teren bardzo aktywny sejsmicznie (a przynajmniej taki był w przeszłości). Po jednym z trzęsień ziemi w miejscu tym zaczęła wypływać na powierzchnię ziemi gorąca woda termalna nasycona wapieniem i dwutlenkiem węgla. Bez wdawania się w szczegóły, przy styczności wody z powietrzem wytrąca się węglan wapnia, który pokrywa ziemię białą jak śnieg skałą zwaną trawertynem. Z racji, iż teren jest górzysty, na miejscu powstały białe kaskady, tarasy i naturalne baseny. Formacje są przepiękne i nie skłamię pisząc, że powalają na kolana naprawdę każdego odwiedzającego. 




Już w starożytności wierzono, że woda ta ma działanie lecznicze w rezultacie czego w Pamukkale powstało jedno z największych uzdrowisk świata starożytnego. Woda od ponad 14 tysięcy lat do dnia dzisiejszego wypływa z ziemi, nie tylko na samych tarasach, ale również w okolicy w mniejszej ilości pokrywając podłoże białym nalotem. 

Skała w dotyku przypomina pumeks. Na tarasy nie wolno wchodzić w butach. Przyznam, że powroty z nich bywają trochę bolesne :-)

Tarasy ciągną się przez ok. 7 km
Pamukkale cieszyło się ponoć taką sławą wśród starożytnych, że przyjechała do nich sama Kleopatra, dla której wybudowano specjalny basen sporych rozmiarów z wodą termalną. Basen ten jest dzisiaj udostępniony turystom do kąpieli. Na ile ta historia jest prawdziwa - nie mam pojęcia. W Turcji jest bardzo dużo miejsc związanych z Kleopatrą. Faktem jest natomiast niesamowity urok basenu - turyści kąpią się w szmaragdowej wodzie wśród zatopionych starożytnych kolumn i kwitnących przez cały rok oleandrów. 



Zaraz obok tarasów mieszczą się również ruiny starożytnego miasta Hierapolis - zaplecze uzdrowiska. Biorąc pod uwagę przekonanie o uzdrowicielskich właściwościach trawertynów ciekawostką jest to, że tuż za Hierapolis znajdują się pozostałości jednego z największych starożytnych cmentarzy :-D Przewodnicy tłumaczą ten kontrast bardzo częstymi trzęsieniami ziemi, które nawiedzały starożytnych. 

Hierapolis jest osobną atrakcją samą w sobie. Samo miasto nie jest może najlepiej zachowane, jednak kilka budowli jest wciąż w dobrym stanie, w szczególności antyczny teatr z II wieku oraz kościół św. Filipa, w którym ponoć on sam poniósł męczeńską śmierć. 



Gdy turystyka w Turcji była jeszcze w powijakach, czyli w latach 70.-80. na terenie Pamukkale bardzo gwałtownie zaczęło się rozwijać zaplecze turystyczne. W szczególności atakowane były same tarasy, na szczycie których w rezultacie powstały liczne hotele. Przez niemal sam środek tarasów biegła droga, którą obwożono turystów. Działania te doprowadziły do wysychania tarasów, w związku z czym cały teren objęto parkiem narodowym, Pamukkale zostało wpisane na listę UNESCO i wreszcie zaczęto o nie dbać. Powstałe w najbliższym otoczeniu hotele rozebrano, nie istnieje już też wspomniana przeze mnie droga. Na szczęście proces wypływania wody trawertynowej nie ustał. Obecnie obszar udostępniany turystom do zwiedzania jest dość mocno ograniczony i ściśle kontrolowany. Tarasy podzielono na części, z których tylko jedną udostępnia się turystom. Co kilka lat trasa jest zmieniana. W ten sposób tarasy, które ucierpiały na wizytach turystów w ciągu kilku lat znów pokrywają się śnieżnobiałą skałą. 

Gdy pracowałam jako przewodnik odwiedzałam tarasy każdego tygodnia. Często spotykałam się z zupełnie błędnymi opiniami turystów, że tarasy są zniszczone i nie warto do nich jechać. Uwielbiałam patrzeć na minę pełną zachwytu takich mądrali, gdy wreszcie zobaczyli je na własne oczy. Gdybyście kiedykolwiek mieli okazję odwiedzić to miejsce, jedźcie śmiało i nie przejmujcie się takim straszeniem. Zapewniam, że Pamukkale Was nie zawiedzie :-)

Hotel, w którym spaliśmy z racji wesela był bodajże w pierwszej dozwolonej obecnie linii hoteli w Pamukkale. Z tarasu mieliśmy więc widok na białe skały. Z racji, że chcieliśmy spędzić troszkę więcej czasu ze znajomymi, którzy przyjeżdżali na wesele ze Stambułu, do Denizli dotarliśmy wcześnie rano. Przyznam, że myślałam, że spędzimy czas tak jak kiedyś to bywało w Stambule - pojadając kebaby lub inne przysmaki i tylko zmieniając miejsce do siedzenia :-) Nasi znajomi mieli jednak inne plany. Po szybkim kebabie ruszyliśmy w miasto, dziewczyny miały do zrobienia zakupy tekstylne. Najlepszym miejscem na takie zakupy są centra przypominające bardzo nasze domy towarowe z lat 80. :-) Same zobaczcie:


Taki kolos liczy przynajmniej z 6 pięter :)


Po jednym takim centrum nogi zaczęły mi delikatnie wchodzić wiadomo gdzie. A znajomi rzucili szybko hasło "Pamukkale" :-D Próbowałam nieśmiało zasugerować coś innego, ale jakoś nikt nie reflektował. H. zaproponował, że zawiezie mnie do hotelu skoro jestem zmęczona. Cholera, ok, tylko, że ja też chciałam spędzić z nimi czas (po kompletnym poście towarzyskim od czasów przeprowadzki). Dopiero gdy spotkaliśmy się pod kasą biletową na tarasy, do której również trzeba podejść pod sporą górę koleżanka się nade mną zlitowała i zapytała czy oby na pewno dam sobie radę. Przyznałam szczerze, że nie wiem. W razie czego cupnę sobie gdzieś z boku i poczekam aż wrócą :-D Na to cała męska część towarzystwa (czyli znaczna większość) odetchnęła z ulgą, bo jak się okazało wszyscy mieli podobne obawy :-)) Zeszliśmy więc do parku leżącego dokładnie u podnóży tarasów i popijając coś zimnego podziwialiśmy je z oddali. Na koniec przespacerowaliśmy się aż do ich granicy. Znaleźliśmy miejsce, z którego wypływa trawertynowa woda, można się było nawet popluskać. 

Trawertyn powoli zabarwia podłoże na biało

Pamukkale "na dziko" czyli sposób na zrobienie upragnionej fotki z ominięciem kas biletowych


Dalej wstęp zabroniony :-)

Tureckie oleandry wszędzie się przyjmą :-) W tle na górze widoczny rządek mrówek to turyści zwiedzający to, co widać na początkowych zdjęciach. Patrząc na trasę z oddali, dziękowałam za nagłe olśnienie, że jednak chyba nie dam rady :-]

Dzień był zdecydowanie udany, choć po takim łażeniu wieczorem była po prostu w-y-k-o-ń-c-z-o-n-a, a jeszcze miałam przed sobą tureckie wesele :-) O nim jednak w następnej notce. 

8 komentarzy :

  1. Pamukkale przepiękne, wspaniałe. Moja chrzestna kiedyś pokazywała zdjęcia z tego regionu. Te białe skały są urzekające.
    Zazdroszczę :) Bardzo fajny wypad. Pewnie ciągle było gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojjj jak gorąco...! Pamukkale leży dość wysoko i daleko od morza więc prawie zawsze jest tam gorąco. Brodząc w wodzie na tarasach można jednak o tym zapomnieć. Gorzej w Hierapolis :-)

      Usuń
  2. Ale pięknie! Aż oczu nie można oderwać... Jeśli kiedyś wybiorę się do Turcji to na pewno tam zawitam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Ilekroć tam jestem, ja również patrzę zauroczona :-)

      Usuń
  3. Wow, nie miałam pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje! Przepiękne!
    No muszę przyznać, że galerii handlowych to nie przypomina (tekstylia), ale też robi wrażenie- 6pięter powiadasz?!

    Nie mogę się doczekać tego posta o weselu :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co najmniej 6 i chodzi się w kółko delikatnie pod górę :-)

      Usuń
  4. Jej.. byłam tam w podróży poślubnej, super miejsce. Mam nadzieję że jeszcze tam kiedyś wrócę z córeczką tym razem ona będzie musiała też to zobaczyć!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Z pewnością kiedy wybiorę się do Turcji odwiedzę Pamukkale, obowiązkowo cudownie :)

    OdpowiedzUsuń