wtorek, 16 września 2014

Rozterki ostatnich dni

Uprzejmie donoszę, że nasze dziecko przekroczyło wagę 3 kg :) Wczoraj doktorek nas poinformował, że Laura to już 3050 gramowe dziecię, gotowe do wyjścia na ten świat. No cóż, ja też jestem gotowa. Szkoda tylko, że moja szyjka najwyraźniej jeszcze nie, bo doktorek "na oko" ocenił ją na 3cm, poza tym Laura zasłania ją już częściowo łepetynką więc wkrótce doktorek pewnie nie będzie w stanie nic mi już na ten temat powiedzieć. Czyli data mojego porodu staje się jeszcze większą niewiadomą.

Zajebiście.

A ja mam już dość!!! Niby nic mi nie dolega, niby ciążę znoszę super dobrze, ALE:
- brzuch mi zawadza. Jest jakby obcą częścią mojego ciała, która żyje własnym życiem. Wciąż się o niego obijam, bo zapominam, że jest tak wielki. Jeżeli H. się nade mną nie zlituje, naczynia zmywam w półukłonie, bo prawie nie sięgam do kranu. 

- od ponad 2 miesięcy codziennie ubieram te same ubrania. Mam 3 zestawy domowe i 3 wyjściowe i tak w koło, Macieju. Nie twierdzę, że to jakiś wielki ból, ale z racji, że jestem już ogólnie znudzona całą ciążą, taka monotonia ubraniowa nabiera zupełnie innego wymiaru. Chętnie założyłabym kilka ubrań ciążowych z początku ciąży, czyli takich wiosennych, ale kurde u nas wciąż gorąco jak cholera więc o długich spodniach mogę sobie co najwyżej pomarzyć. 

- boli kręgosłup. K*** jak boli!!!!!!! Nie wiem już jak siadać/stać/leżeć. Co ciekawe, wcześniej też mnie pobolewał, ale od czasu do czasu i zdecydowanie mniej dokuczliwie. Niestety mniej więcej tydzień temu, kiedy położyłam się do mojego super wygodnego łóżka, nagle ze zdziwieniem stwierdziłam, że kurde, jak mnie kręgosłup nawala! Normalnie jakby mi go łamali. Od tego czasu dodatkowa poduszka jest moim nowym 'must have'. Podpieram ją sobie kręgosłup, ale oczywiście nie daje to dużej ulgi. H. masuje i masuje, ale co z tego, skoro ból wraca zaraz gdy ten zabierze ręce?

- kłopoty z chodzeniem. Na badaniu nawet doktorek zauważył, że główka Laury jest już bardzo nisko i mogę odczuwać problemy z chodzeniem. No odczuwam. Brzuch mnie ciągnie, co chwilę coś mnie kłuje, uwiera. 

- czuję narastający niepokój związany z tym jak ogarnę mężową rodzinę. Bo  niestety pod względem zachowania ludzi po narodzinach dziecka w rodzinie między naszymi kulturami jest zdaje się przepaść bez dna. Otóż w Turcji normalką jest, że rodząca jedzie na porodówkę z całą familią, która potem wyczekuje na korytarzu. Zaraz po porodzie zaczynają się odwiedziny, bo wniebowzięta babcia/dziadek, którzy przyjechali do porodu obdzwaniają całą familię szerząc dobrą nowinę. Część familii zwala się do szpitala, część koczuje pod drzwiami mieszkania. Wszyscy chcą zobaczyć dziecko, pomacać, pocałować. Opisywać dalej????

Jak sobie o tym pomyślę, dostaję gęsiej skórki. Moja mama powiedziała mi, że jeżeli chciałabym, aby przyjechała do porodu czy krótko po nim, to to zrobi. Spokojnie odpowiedziałam jej wówczas, że nie chcę. Że po porodzie chcę być sama z mężem i dzieckiem, a jeżeli okazałoby się, że nie dajemy rady czy jest jakaś inna sytuacja awaryjna, wtedy przemyślimy wszystko jeszcze raz i rozejrzymy się za biletem dla niej. Mama przyjęła moje słowa z uśmiechem i więcej do tematu nie wracałyśmy. 

Od dłuższego czasu staram się teściom delikatnie wytłumaczyć, że wizyty gości po porodzie chciałabym ograniczyć do minimum, a z ich wizytą poczekać do mojego powrotu do domu. Zawsze jednak kwitowali moje wywody krótkim "Poczekaj, niech się dziecko urodzi"/"Jest jeszcze tyyyle czasu, najpierw niech się urodzi", a ja miałam nieznośne przeczucie, że zupełnie nie dociera do nich to, co chcę im powiedzieć. Teraz, kiedy do porodu zostały już tylko dni, chciałabym wreszcie im to jasno zakomunikować. Jak na złość, akurat w ostatnim czasie relacje między nimi a H. się pogorszyły i przestaliśmy się regularnie widywać. Nie było więc okazji do porozmawiania. Ta nadarzyła się zupełnie nie tak jak bym sobie tego życzyła - podczas rozmowy telefonicznej z teściową. W skrócie, teściowa oniemiała, gdy powiedziałam jej, że w szpitalu chcę być sama z H. i Laurą, a z nimi spotkamy się w domu. Nie powiedziała nic, co by mnie mogło urazić, ale czułam ten zawód w jej głosie. Rozumiem, że może im być przykro, bo w ich kulturze jest inaczej, ale pomimo całej mojej asymilacji wewnątrz wciąż nie jestem turecka. Nie odpowiada mi ta ich zażyłość, czuję, że się duszę, potrzebuję przestrzeni. Skoro nie chcę w tych dniach obecności mojej własnej mamy, to czy to takie dziwne, że teściowej też nie chcę? Wczoraj zostaliśmy poproszeni do teściów na kolację i niestety temat ten nie został ponownie poruszony, zaczynam się więc obawiać, że w godzinie "zero" zachowają się tak, jakby go nigdy nie było. Namawiam H. byśmy poinformowali naszych rodziców o wszystkim już po porodzie. Wtedy nie miałabym obaw, że między skurczami zobaczę twarz teściowej kukającą z korytarza. Miałabym spokój psychiczny. Oni też nie denerwowaliby się niepotrzebnie w domu - zarówno teście jak i moi rodzice, bo przecież nie wiadomo ile cała akcja potrwa. Nie wiem niestety czy uda mi się H. nakłonić, bo on nie widzi w ich obecności nic złego. W odwiedzinach familii po porodzie też nie. Tłumaczę i tłumaczę swoje powody, ale to w końcu 1)facet, 2)wychowany w tej kulturze Turek. Wiem, że nie jesteśmy w stanie powstrzymać rodziny od odwiedzin już w pierwszym tygodniu, ale chciałabym wyżebrać chociaż ten 1-2 dni prywatności, które spędzimy w szpitalu. To w końcu rodzice, cholera, czyż nie mogą zrozumieć? Uszanować mój wybór?

To jest problem nr 1. Problem nr 2 to wizyty familii. Wiem jak to tutaj wygląda. Do mieszkania zwala się nagle 5-10 osób i każda chce dziecko potrzymać, pomacać, pocałować. Powiedziałam już H. że chciałabym, aby przede wszystkim umyli ręce i nie całowali małej po buzi. H. wymiękł i odpowiedział, że nie wyobraża sobie jak mielibyśmy o to poprosić. Czyli jestem w tym sama. Prawdę powiedziawszy, kiedy chodzi o zdrowie mojego dziecka, mam w głębokim poważaniu co ciotka X czy Y sobie o mnie pomyśli, ale oczywiście też nie chcę stwarzać nieprzyjemnej atmosfery. Okazuje się jednak, że na wsparcie raczej nie mam co liczyć. W takich chwilach czuję się okropnie samotna, dokładnie tak jak jeszcze dzisiaj opisała to Katarynka. Mam ochotę uciec na Antarktykę i tam, z dala od wszystkich urodzić dziecko, w ciszy i spokoju.

Pomimo tego wszystkiego, staram się zachować spokój. Jakoś to będzie, ucieczki nie ma, plan z Antarktyką niestety nie wypali. Zniosę te wszystkie wizyty, oby tylko szybko minęły. Kupiłam już zapas herbaty... 

Staram się skupić na ostatnich przygotowaniach do porodu. Walizka już niemal gotowa, czekam jeszcze na dokupione kilka piżamek. Lista rzeczy do zrobienia przed porodem niemal zamknięta: kącik do przebierania urządzony, pieluszki zakupione, łóżeczko przygotowane, zapasy jedzenia prawie zrobione.

Pozostaje:
- zrobić ostatnią porcję pierogów z serem
- pofarbować włosy 
- umyć okna i wyprać firany :)

Liczę na to, że przy ostatniej czynności coś się ruszy ;)


36 komentarzy :

  1. Ja nie kumam calej tej checi dotykania i calowania noworodkow. U nas bylo nieco inaczej, gdyz maly jako wczesniak lezal 2miesiace w szpitalu a po powrocie do domu mial nakazana conajmniej dwumiesieczna izolacje (ze wzgledu na dysplazje oskrzelowp-plucna)...rodzina widywala go jedynie na spacerach. Oczywiscie tesciowa dzien po wyjsciu malego do domu przylazla go zobaczyc (do szpitala przez szybe NIE) twierdzac, ze ''babcia moze'' - nosz cholera mnie bierze. wykorzystala moje dobre serce bo M. akurat nie bylo w domu. Oczywiscie na spacerach wszyscy mieli chec ciagle nasze dziecie dotykac...zaciagalismy oslonke na komary i lapy precz.
    A wiesz czego nie znosze najbardziej, calowania dzieci po raczkach bo takie malutkie, slodziutkie. Nosz kurde belek, przeciez dziecie pierwsze co zrobi to wlozy lapki do buzi. My naprawde bylismy twardzi...zadanie bylo ulatwione tym, iz ''w szpitalu kazali'' i tak naparwde pierwszy raz Stefka na rece wziely osoby inne niz rodzice i personek szpitala to w dniu chrzcin pod koniec wrzesnia (urodzil sie w maju).
    Lacze sie w bolu walki z rodzina i zycze powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że to strasznie brzmi, ale mieliście dobry powód by trzymać ludzi z daleka od Stefka. Też się zastanawiałam nad moskitierą, ale kurde, o tej porze u nas już nie ma komarów ;)

      Usuń
  2. Tak więc wielkie czekanie trwa, a sytuacja kiedy chcesz zostać po porodzie sama doskonale Cie rozumiem, ja pamiętam, że swoja teściową dzięki uprzejmości mojego kochanego męża wcześniej spakowaliśmy i wróciła do domu, a była mi strasznie nie na rękę, czułam sie nie komfortowa, a co dopiero odwiedziny innych mas ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się zachować spokój i trochę też pogodzić z myślą, że nie wszystkich wizyt uda się uniknąć. Oby chociaż szybko się skończyły. A teściową zamierzam wysyłać do domu - to chyba jednak zaleta mieszkania blisko teściów. Przecież gdybyśmy mieszkali w innym mieście przyjechaliby pewnie na bliżej nieokreślone wakacje :S

      Usuń
  3. Hahah ja myślę, że to nie tylko rodziny w Turcji tak mają. Moi rodzice do dzisiaj trzymają łóżeczko i wózek u siebie i ani myślą przywozić do nas. Tylko czekają aż dostaną cynka, że jetsem w szpitalu i na pewno od razu nam się zwalą na głowę. Też nie jestem tym zachwycona. Marzy mi się przynajmniej tydzień świętego spokoju tylko we troje, ale już wiem, że to będzie niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, Polacy też wyciągają ręce do noworodków, odwiedzają zaraz po porodzie, itp. Ale chyba jednak łatwiej asertywność ma większą siłę przebicia w naszym kraju. Tutaj jest mylona z gburowatością niestety :/ No i fakt, że moi rodzice jednak dali sobie łatwo wytłumaczyć, że nie chcę ich przyjazdu jeszcze bardziej podkreśla tą przepaść kulturową :-]

      I tak, przynajmniej tydzień! Żebym chociaż troszkę doszła do siebie i mogła przynajmniej normalnie usiąść! Jedźcie odebrać przynajmniej łóżeczko, wózek dziadki już mogą dowieźć, bo pewnie nie będzie Wam potrzebny natychmiast :)

      Usuń
  4. Jeszcze chwile pocierpisz, a maleństwo wynagrodzi Ci te trudy po stokroć. Cierpliwości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam, innego wyjścia nie ma, choć coraz mniej cierpliwie ;)

      Usuń
  5. Wow, już tak blisko- 18dni, a może nawet mniej :)
    Ból pleców/kręgosłupa- to mój ciążowy KOSZMAR. Do dziś jak sobie przypomnę, to nie muszę używać żadnej antykoncepcji :) A tak serio, to naprawdę rozumiem- nie idzie wyrobić momentami.

    Co do rodziny H- bliższej i dalszej- Kasia, to Wasze dziecko i chodzi o Jego dobro i zdrowie- nie bój się wyjść na idiotkę, dzikuskę, czy jak tam Cię jeszcze odbiorą. Pomyśl, co będziesz czuła, gdy nie daj Boże mała zachoruje. To może nawet nie mieć nic wspólnego z wizytą i całusami gości, ale Ty już zawsze będziesz winiła siebie, że na to pozwoliłaś- po co Ci to. Im się naprawdę nic nie stanie jak zobaczą Małą trochę później i Jej nie obślinią przy tym... Rozumiem różnice kulturowe, rozumiem, że czasami ciężko je obejść, ale jeśli chodzi o dziecko nie wahałabym się ani chwili. Zresztą, swoją teściową też upomniałam, żeby nie całowała Elizy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie - koszmar. Boli mnie już w każdej pozycji i przez cały czas tylko z różnym nasileniem. Za chwilę zapomnę jak to było, gdy nic mnie nie bolało...

      Dokładnie tego się boję. Że gdyby, nie daj Boże, coś się stało, nie wybaczę sobie. H. ostatnio wytoczył taki argument, że gdy on był noworodkiem też go wszyscy dotykali, całowali, przeżył wizyty całej familii i nic mu nie jest. Ale ja nie czuję się na tyle odważna by ryzykować. Cóż, łatwo na pewno mi nie będzie.

      Usuń
  6. Czyli Laura może już wychodzić;)

    Wiesz co z tej nisko ułożonej główki to się ciesz, pomimo niedogodności, jakie teraz odczuwasz. U mnie Hania do dnia porodu główkę miała bardzo wysoko i dlatego parcie trwało aż 55 minut...uff;/

    Co do rodziny to wiem, co czujesz albo przynajmniej próbuję sobie wyobrazić, bo w Turcji to wszystko przekracza granice, naprawdę. Myślę, że bez względu na to, co zrobisz i powiesz, oni i tak zwalą się do szpitala. Niestety;( U mnie było to samo, ale ja czułam się nadzwyczaj dobrze po porodzie, więc nawet się cieszyłam, że przyszli na pół godziny i poszli w cholerę, a za to w domu później mieliśmy spokój. Ale nikt nie wie, ja Ty się będziesz czuła, więc naprawdę szczerze współczuję.
    Ja mam teraz podobnie na samą myśl, jak mamy jechać do teściów, niedobrze mi się robi.

    W ciąży czułam się samotna, nie miałam i nie mam tutaj żadnej rodziny, a koleżanki mają swoje życie. Niestety po porodzie jest tylko gorzej, mam Hanię, ale jestem bardzo samotna, ale to temat rzeka.

    Trzymam kciuki za szybkie rozwiązanie!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że chociaż uda mi się utrzymać ich na dystans podczas pobytu w szpitalu, a wizyty w domu będą w miarę krótkie. Teściowej powiem szczerze, że dziękuję za pomoc i proszę o chwilę dla tylko naszej 3-osobowej rodziny.

      Dziękuję, kochana, i ja za Ciebie też trzymam kciuki i czekam na Twój powrót do blogosfery :*

      Usuń
  7. Hmm... Problemow z rodzina nie zazdroszcze... Chociaz powinni to chyba zrozumiec, wiedza przeciez ze pochodzisz z innego kraju, innej kultury. Niech sobie wezma to za Twoje "dziwactwo", ale niech je do cholery uszanuja! Tyle, ze tutaj musialabys miec stanowcze wsparcie H., bo to w koncu jego rodzina. Jesli Ty im sie ostro sprzeciwisz, wyjdziesz na najgorsza. Jesli zrobi to syn/brat, to co innego, pomarudza, podasaja sie, ale szybko im przejdzie...

    Tutaj tez wielu ludzi chce odwiedzac swiezo upieczona mame juz w szpitalu. Sama zreszta stracilam dobra kolezanke, kiedy stanowczo poprosilam, zeby nie przyjezdzala do szpitala, a kiedy zjawila sie w domu jak Bi miala zaledwie kilka dni nie pozwolilam wziac jej na rece. :)

    Kochana, te ostatnie dni ciagna sie w nieskonczonosc, wiem z doswiadczenia. Ale pomysl - juz blizej niz dalej. A jak to wyglada w Turcji z przenoszeniem ciazy? Pozwola przenosic o tydzien czy dwa? Wywoluja w ogole porody czy czekaja az "natura" zadecyduje?

    Pamietam te ostatnie dni z brzuchem, kiedy musialam ustawiac sie bokiem do blatu, zeby siegnac po czajnik. :) Mam takie zdjecie zrobione tydzien przed urodzeniem Bi, kiedy gotowalam swiateczny bigos (Starsza przyszla na swiat tydzien po Wielkanocy). Mieszam w garnku, siegajac do niego z wysilkiem dluga lyzka, a pomiedzy mna a kuchenka ogromny brzuch. Do dzis pekam ze smiechu na widok tej fotki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę, że to H. powinien wytłumaczyć swojej rodzinie (właściwie chodzi mi głównie o jego rodziców) te moje "dziwactwa" najlepiej odmienną kulturą, na pewno byłoby mu łatwiej i oni też lepiej by to przyjęli, ale jeśli będzie trzeba, zbiorę się w sobie i powiem im to sama.

      Nasz doktorek od samego początku podkreśla, że bardzo nie lubi przenoszonych ciąż i czeka tylko do tygodnia po terminie. Szczerze powiedziawszy, jest mi to trochę na rękę, chociaż oczywiście byłabym mega szczęśliwa, gdyby Laura sama zdecydowała się wyjść o czasie.

      Usuń
  8. Czytam tego Twojego bloga i różne inne też i już się nie mogę doczekać aż blogowe maluszki pojawią się na świecie :D

    Zapowiedzi odwiedzin rodziny współczuję, ale może nie będzie tak źle.

    Wytrwałości w tej końcówce! Mój lekarz na wizycie w 38 tc powiedział, że z pewnością zobaczymy się za tydzień, bo raczej nic się nie ruszy, a dzień przed wizytą trafiłam do szpitala :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszam się właśnie, że nie będzie tak źle. Oby trwały krótko i szybko się skończyły ;)

      Muszę Ci powiedzieć, że Twoją przestrogę wzięłam sobie mocno do serca i właśnie dopakowuję ostatnie akcesoria do walizki :)

      Usuń
  9. "Powiedziałam już H. że chciałabym, aby przede wszystkim umyli ręce i nie całowali małej po buzi. H. wymiękł i odpowiedział, że nie wyobraża sobie jak mielibyśmy o to poprosić"- Oj widać, że jest to typowy facet i do tego w innej kulturze wychowywany! :D Pamiętaj, że Ty masz inne zdanie, a on nie widzi w tym nic złego. Popieram Cię jednak w 100% bo też bym tego nie zniosła. Ale gorsze od tego jest chyba zwalanie sie całej rodziny do szpitala. Też po cześci rozumiem- tak zostali wychowani- ale to TY jesteś w ten dzień najważniejsza! Ty i dziecko! I oni powinni dostosować się do Ciebie! Tym bardziej, że nie prosisz nie wiadomo o co! Ale po tym jak napisałaś że ostatnio cisza ze strony Teściówki na ten temat to możesz oczekiwać że się zjawią. Ale ja to bym Twójemu H starała się to wytłumacyć w sposób- zrozum, nie będę czuła się z tym dobrze a przecież o to chodzi- abym miała chociaż te kilka procent poczucia dobrostatu po porodzie. W sensie- brzmi to dennie- ale on powinien to akurat zrozumieć- uszanować i przekonywać do tego rodzinę. A teściowa powinna z samego szacunku zgodzić się na to! Mogłaś przecież zawsze w Polsce urodzić dziecko ;) A wtedy to już w ogóle nie byłoby wizyty w szpitalu ;) Jestes dzielna! :D Ja to bym pewnie już wściekła taka chodziła i nagadała co nieco ! :D
    Buziaki! I życzę szybkiego roziazania! Brzuch jest niesamowicie uciążliwy ;/ !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, z pewnością jest typowym facetem i wychowanym w innej kulturze, ale jakby to powiedzieć... - widziały gały co brały ;) Mam nadzieję, że nie będzie tak źle i potem jakoś się to wszystko ułoży. Generalnie rodzina H. wie bardzo dobrze, że nie jestem tak towarzyska jak to Turcy mają w zwyczaju i się pilnują. A teściom po prostu powiem szczerze w czym rzecz - tak jak piszesz, powinni zrozumieć lub przynajmniej uszanować.

      Usuń
  10. Ojj nie wyobrażam sobie całej famili w szpitalu O.o więc mam nadzieję, że uda Ci się ich namówić na te 1-2 dni prywatności:)
    Co do masażów hehe mam tak samo.. masuje jest dobrze.. niech tylko weźmie rękę a już coś doskwiera.. a przede mna jeszcze ponad 2 m-ce hehe jak na razie nie wyobrażam sobie co będzie dalej- czytając na Waszych blogach będących już tuż tuż ;)
    3mam kciuki, że kruszyna zechce niedługo wyjść i będziecie mieli lżej;* Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chcę Cię martwić, ale potem jest już tylko gorzej. U mnie przynajmniej tak było i co najśmieszniejsze, od momentu w którym zdałam sobie sprawę, że kręgosłup mnie niemiłosiernie boli, ból utrzymuje się przez cały czas, tylko z różnym nasileniem. D-r-a-m-a-t.

      Usuń
  11. No kochana faktycznie coraz bliżej :) Oby poszło gładko...
    A co do rodziny męża, paranoja... no ale skoro taka ich kultura i przyzwyczajenia to nie ma się co dziwić że mogło ich twoje oświadcznie ' dotknąc' ale nie daj się! Nawet jakby się teściowa miała obrazić to pewnie nie na długo, wiec się nie przejmuj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem ich, ale mimo wszystko w tym momencie mojego życia porzucam wszelki altruizm i stawiam siebie i mój i Laury komfort na najważniejszym miejscu. Teściowa pewnie się nie obrazi, tylko będzie mocno zawiedziona.

      Usuń
  12. Naprawdę Ci współczuję. Leżałam w szpitalu niemieckim, a tu większość noworodków wlaśnie turecka. Nie dowierzałyśmy z moją sąsiadką Polką, kiedy na odwiedziny przychodziły całe pokolenia. Babcie, ciocie, kuzyni, dalsi kuzyni... Było głośno i tłoczno, dziękowałam, że nie trafiłam na taką w pokoju. Musisz być twarda i stanowcza, nie ma innej opcji. Trzymam mocno kciuki! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie? Ja to się z kolei dziwię, że w szpitalach pozwalają na takie pielgrzymki, ale co kraj to obyczaj chociaż akurat w Niemczech mogliby bardziej kontrolować odwiedzających.

      Usuń
  13. Też mam ten problem z rodziną męża. A najgorsze, że każdy mnie poucza i najwięcej odwiedzin przypada kiedy mały śpi i ja chciałabym odpocząć ale im to nie przeszkadza... w byciu głośnym itp.

    Rozumiem też Twoje ciążowe dolegliwości ale uwierz, zapomnisz wraz z bólami porodowymi :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh... chyba każdej kobiecie przychodzi się zmierzyć z familią po porodzie. Tyle się o tym mówi, a wciąż ludzie zapominają ;S

      Usuń
  14. Jakbym czytała o sobie z kłuciem, ciągnięciem, chodzeniem i zestawem ciuchów:) Ja chodzę już cały czas w tym samym, mam dwie pary getrów na zmianę, kilka tunik i kurtkę dużą i modlę się żeby nie ochłodziło się tak bardzo bo nie mam w co wejść.
    Co do rodziny i odwiedzin i całego tego zamieszania - współczuje ,rozumiem Cię i uważam, że to H powinien porozmawiać ze swoją rodziną, przemówić im do rozsądku a niech się nawet obrażają ale po porodzie Ty i Laura jesteście najważniejsze i to Wasze dobro powinno się liczyć i Twoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ubrania mnie po prostu przytłaczają. A wiesz, najbardziej w tym temacie martwi mnie to, że wcale tak szybko nie wrócę do rozmiarów chociażby zbliżonych do tych sprzed ciąży i po porodzie i tak będę musiała włazić w te same ciuchy! Wtedy to już chyba depresja murowana :)

      Usuń
  15. Te odwiedziny u Was to jakaś makabra, na Twoim miejscu też by mnie to okropnie stresowało. Ja swojej mamie też powiedziałam już, że te pierwsze chwile wolałabym być tylko z partnerem i maleństwem a w domu odczekać chociaż tydzień aż sytuacja się unormuje bo mam do tego jeszcze PSA, który musi się również oswoić z sytuacją... ehh trochę zrozumienia by się przydało. Cała reszta- dokładnie mam to samo, chociaż Ty jesteś te kilka dni do przodu, czego Ci zazdroszcze bo już niedługo będziesz trzymać swoją kruszynę a ja jeszcze będę się toczyć po schodach jak ta wielka piłka plażowa:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh.. może jakoś to się wszystko ułoży. Liczę, że H. mi jednak trochę pomoże w trzymaniu jego rodziny w ryzach. Teściom szczerze wytłumaczę swoje powody, mam nadzieję, że zrozumieją. Oby tylko nikt nie odwiedzał nas w szpitalu, bo wtedy nie ręczę za siebie :>

      Usuń
  16. Najważniejsze żeby z dzieckiem było wszytsko dobrze i poród przebiegł szybkoreszta jest mniej ważna. Myślę że będzie Ci ciężko żyjąc w tej kulturze postępować odmiennie, przecież oni tak żyją od pokoleń.. ale my kobitki umiemy postawić na swoim więc myślę że masz duże szanse :) Znajomi mi opowiadali że będąc w Turcji byli z malutkim dzieckiem i często się zdarzało że ich dziecko było całowane przez tamtejszych mieszkańców. Potem już spodziewali się takiego obrotu spraw i od razu mówili "no kissing", bo to jednak dla nas troche dziwne, jednak odmienna kultura. Trzymam kciuki żeby wszystko poszło zgodnie z Twoim planem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę, nie mogę tutaj walczyć ze wszystkimi, nie mam na to nawet siły. Staram się zachować optymizm, może nie będzie tak źle. Na razie skupiam się na porodzie i na tym by w ogóle się zaczął ;)

      Usuń
  17. Zagladam, zagladam i czekam... ale jeszcze jak widac "sie toczysz" :)
    Te ostatki zawsze bardzo sie dluza... a co do calowania i odwiedzin- dla nas moze i meczace i nie do zrozumienia- robione jednak z radosci i milosci do dzieci!!
    Pozdrawiam i wszystkiego dobrego zycze!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toczę się i turlam, ale dzisiaj akcja z myciem okien więc liczę, że coś się ruszy i Laura będzie ze mną współpracować ;)
      Masz rację, pamiętam o tym i rozumiem ich pobudki, ale mimo wszystko trudno się w tym odnajduję :)

      Usuń
    2. Jak będziesz miał tak upartą Laurę jaka jest moja to nie licz, że coś się ruszy:) Wczoraj nawet skakałam przy Finale siatkówki i w dalszym ciągu nic;)

      Usuń
  18. Kasiu, przypomniałam sobie te wszystkie niedogodności związane z zaawansowaną ciążą. OMG, co to było.....

    Wiesz, ten niemalże "familijny" poród i hmmm... połóg - według mnie to jakiś kosmos. Wtedy nie ma się swobodnej chwili, by się samemu dzieckiem nacieszyć i przywyknąć do tej sytuacji.

    Tu w Bułgarii jest taki zwyczaj (taaak, znowu zwyczaj i znowu przesąd), że dziecka 40 dni po urodzeniu nie może widywać nikt. Nikt zatem w odwiedziny nie chodzi przez pierwsze 40 dni. Ale po 40 dniach trzeba zaprosić chętnych, tych którzy mają ochotę, najbliższych. Wszyscy bardzo trzymają się zasady 40 dni (znowu przesąd!), a całość ma pozytywny skutek - masz po prostu święty, potrzebny spokój.

    Tobie z gromadką gości może być ciężko, współczuję...

    OdpowiedzUsuń