czwartek, 29 października 2015

13!

I kolejny miesiąc za nami... Miesiąc dla mnie pełen zadumy i jesiennej melancholii oraz refleksji jak szybko mi córcia rośnie... 

Jednym zdaniem - Laurusia jest coraz bardziej pocieszna. 13. miesiąc jej życia to miesiąc tulenia. Zrobiła się z niej mała przylepka :) Wykorzystuje każdą okazję by się do nas przytulić, chętnie też daje buziaki :) Każdy dzień rozpoczynamy od tulenia :) Rano zresztą Laurencji naszej zawsze dopisuje taki humor, że krótko po przebudzeniu zaczyna poruszać kuperkiem i tańczyć w rytm niesłyszalnej muzyki :)) Mogę być po mega zarwanej nocy, ale na taki widok od razu się uśmiecham :) Przytula się do mnie, do mojej nogi, do ręki spoczywającej na kanapie, do swojego taty :) Jest przesłodka :))

Coraz częściej zadziwia nas też swoją inteligencją. Potrafi bez problemu skierować pilot w stronę telewizora i go włączyć lub zmienić kanał :) potrafi też wyłączyć blokadę w naszych telefonach :) Jej zabawy są coraz mądrzejsze. Uwielbia segregować zabawki, wkładać je do pudełek i wyciągać, przekładać, potem rozrzucać :) Zazwyczaj bierze w łapki dwa małe elementy, z którymi obchodzi cały salon i kładzie je na meblach w różnych kombinacjach. Opanowała też sortery i potrafi włożyć do Garnuszka Klocuszka wszystkie klocki, nawet najtrudniejszą gwiazdkę.

Zjada coraz więcej choć wciąż jest oporna w nowych smakach. Hitem ostatnich dni jest gruszka krótko gotowana na wodzie. Laura wciąż lubi podjadać kaszki choć jakby z mniejszym entuzjazmem. Znalazlam jednak na to patent - gdy córcia zaczyna kręcić na jadło nosem, wymieniam plastikową dziecinną łyżeczkę na zwykłą metalową od herbaty i jedziemy dalej z tym koksem, a zajada aż miło :D Taka już chce być dorosła :) Najbardziej jednak lubi wszystko to co mamy na talerzy my :) Ryżu ze swojego talerzyka nie ruszy, z naszych zjada aż jej się uszy trzęsą. 

Wciąż ćwiczy chodzenie przy meblach. Czasami zapomina się i staje bez trzymanki, ale niezbyt często. Dzisiaj pierwszy raz wspierajac się trochę o pudełko zabawek wstała, popatrzyła na mnie i puściła rączki. A jaka dumna z tego była! Jest niesamowitą śmieszką, uwielbia gilgotki i uciekanie przed nami :) Rośnie też z niej mała baletnica. W ciągu ostatniego miesiąca niesamowicie rozwinęła taneczne ruchy :) Mamy już kręcenie tułowiem prawo-lewo z wyciągniętymi przed siebie rączkami, potrząsanie kuperkiem, rytmiczne potrząsanie głową z śmiertelnie poważną miną :D i swawolne wykopy nóżką :)

Do tych tańców czasami też sobie podśpiewuje. Zdarza jej się też śpiewać do naszych kołysanek :) Hiciorem jednak niezmiennie jest Myszka Mickey i mysi taniec :) Gdy zaczyna się melodia, Laura cokolwiek by nie robiła, podrywa się do tańca.

Z ciemnej strony mocy mamy natomiast dwa zmartwienia, z którymi walczymy, ale narazie bezskutecznie :S

Pierwsze to, jak się domyślacie, spanie. Laura wciąż chce spać u siebie w łóżeczku. Budzi się co 1,5-2-góra 3 godziny. Chodzę jak zombie. Nie wiem czy to znowu zęby choć wydaje mi się, że chwilowo odpuściły. W ciągu dnia ma najczęściej dwie drzemki, jedną około 10-11 i drugą ok. 15-16. Coraz częściej jednak z tej drugiej wybudza się po 10min. i o spaniu można zapomnieć. Czasem też w ogóle nie zasypia. Od dwóch dni jedziemy na jednej drzemce i jakoś dajemy radę. Przyznam, że nawet mnie to cieszy, bo łatwiej będzie ewentualnej niani opanować Laurencję ;)

Drugie nasze zmartwienie to... paprochy!!! Grrgyrgrgue!!! Laura pożera wszystko co znajdzie na podłodze, a oprócz bliżej niezindyfikowanych syfów są to moje włosy. Zawsze wyciągamy jej je z buzi, ale ostatnio podczas zmieniania pieluszki miałam okazję przekonać się, że nie wszystkim próbom konsumpcji udało nam się zapobiec :] Zasuwam więc z odkurzaczem codziennie, ale włosy niestety lecą mi na potęgę. Zresztą nawet jeśli jakoś powstrzymam ich wypadanie to są jeszcze... nasze zmechacone kanapy i poduchy. W salonie mamy dwie kanapy z dość mocno już zmechaconym obiciem. Laura uwielbia ciągnąć za nitki i zmechacone kuleczki i gdy tylko jakąś urwie natychmiast ładuje sobie do buzi. Kanapy poprzykrywałam kocami, ale zostały jeszcze poduszki. Poza tym Laurencja jest spryciarą i potrafi podnieść róg koca, gdy np. jestem w kuchni. Gdy tylko dziecko moje milknie, wiem już czym się zajmuje :S Nie pomaga żadne tfe! ble! i fuj! Laurencja tylko się zaśmiewa i ucieka z paprochem w ręce :) Staram się odwrócić jej uwagę i zająć czymś innym, ale nie zawsze ją przypilnuję :( Ostatnio kupiłam do naszego wózka zimowy śpiworek. Wybrałam taki z wełną owczą. Byłam przekonana, że to świetny zakup dopóki nie posadziłam w nim Laurencji. Gdy tylko ona zobaczyła śpiworek, a ja zobaczyłam jej minę, już wiedziałam o co chodzi. Laurencja na widok wełny dostała dzikich spazmów, aż trudno znaleźć mi słowa by opisać dziką radość w jej oczach. Musiała czuć się jak w niebie :D Oczywiście zaraz zabrała się za dłubanie w wełnie, a ja za rozważanie zwrotu :-] Ostatecznie śpiwór został, ale muszę wywijać wełniane obszycie przykrycia do środka tak, żeby Malizna nie miała do niego dostępu. Na szczęście nie wpadła jeszcze na to, że wełnę może też skubać z boków, ale przypuszczam, że i ten dzień nadejdzie.

Moje życzenie na kolejny miesiąc jest takie samo jak od trzynastu poprzednich: żeby się spanie nam poprawiło! Jakie życie będzie wtedy cudowne!








12 komentarzy :

  1. No ciekawe kiedy Panna Laurencja osmieli sie samodzielnie ruszyc naprzod? ;) A macie dla niej "pchacza"? My mielismy, chociaz w sumie to Bi sie go panicznie bala. Na naszej drewnianej podlodze strasznie sie rozpedzal, rece mlodej odjezdzaly do przodu, dupka zostawala w tyle i Bi uderzala w bek. :D Nik za to pchacza uwielbial! Ten to w wieku 10 miesiecy zapieprzal z nim po calym domu i to z zakretami! :))

    Matko, skad dzieci biora takie upodobania "kulinarne"?! Na mysl o wlosie w buzi az mnie cos w gardle zaczelo dlawic! Bleblebleble... ohyda!!! :) Moje podejrzewam, ze tez nazarly sie kudlow i to psich, ale na szczescie swiadomie ich nie zbieraly. :)

    Co do drzemek, to kiedy Potwory byly w mniej wiecej wieku Laurencji, zaczelismy ich przestawiac na jedna, ale pozniejsza drzemke. Nie bylo latwo, oj nie bylo. Ale pomalu czas drzemki sie przesuwal o te 20-30 min. pozniej. Kiedy dobrnelismy do spania okolo 12, Potworniccy zaczeli przynajmniej spac po 1.5-2 godziny, zamiast wczesniejszych 20-30 min. ;)
    A za noce to chetnie wystawilabym Ci pomnik Kasia! :) My z M. bylismy w ktoryms momencie juz tak wymordowani, ze wprowadzilismy opcje "wyplakania sie". Ja juz wtedy w nocy nie karmilam, wiec wstawalismy, sprawdzalismy czy nie maja nogi miedzy szczebelkami, przytulalismy, ale kiedy maluchy stwierdzaly, ze chca sobie pospac na naszych raczkach, odkladalismy i wychodzilismy. Wiem, ze wiele osob uwaza to niemal za znecanie sie nad maluchem, inni nie moga zniesc dluzszego placzu swoich dzieci, ale u nas to podzialalo. Moze i jestesmy wyrodnymi rodzicami, ale za to w ciagu kilku dni przesypialismy spokojnie cale nocki. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też czekam na ten pierwszy krok :) Pchacza nie mamy, moja mama chciała kupić takowy Laurze na Święta, ale właśnie do mnie dotarło, że to może być już za późno. Masz rację, że najbardziej przydałby jej się on teraz.

      Nie pytaj, ja też nie pojmuję jak można pożerać włosy, od razu uruchamia mi się odruch wymiotny. A Laura nawet się nie krztusi!

      Laurowa drzemka przypada teraz właśnie mniej więcej na 11-13 i od dwóch dni córcia udowadnia mi, że jest wystarczająca :] O nocach nic mi nie mów.... H. pomaga mi tylko i wyłącznie w największym kryzysie, a tak to jestem zdana sama na siebie. Czasem mam ochotę walić głową o poręcz łóżeczka :S Chyba i ja spróbuję zimny chów tylko cholera jasna Laura jest wciąż na cycku i w nocy właśnie o cycka chodzi :)

      Usuń
  2. haha paprochy są super! Antek jak dorwie moją szczotkę do włosów to chwytem pęsetowym wyciąga z niej po jednym włosie. minę ma pt.: "a feeeee" :P a w buzi u nas już muchy i pająki lądowały także wiesz.. ;)

    a co to za piękna spacerówka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko, muchy i pająki... na zawał bym zeszła!

      Spacerówka to nasz mutsy. Pomimo krążących o niej złych opinii, moim zdaniem jest całkiem ok ;)

      Usuń
  3. Współczuję tego jedzenia paprochów. U nas na szczęście ani razu tak nie było, a mamy psa, który gubi sierść na potęgę, więc chyba bym osiwiała. Co więcej jak znajdzie paproch to daje mi od razu żebym wyrzuciła hahaha :D

    Oj, życzę Ci, abyś w końcu zaczeła się wysypiać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie wiem jak to działa, ale gdy jesteśmy u moich rodziców, którzy trzymają w domu dwa psy, w tym jednego z długim włosiem i siłą rzeczy na podłodze nigdy nie jest sterylnie, Laura co tylko znajdzie oddaje grzecznie nam do ręki. Czasem oddaje też wyimaginowane paprochy, ale posłusznie odbieramy co ma w rączce ;) U nas z kolei wpada w jakiś trans zżerania kłaków. No fuuuuj!

      Dzięki, już nie mogę się doczekać. Normalnie czuję, że się sypię :)

      Usuń
  4. Jejku Laurka juz taka panienka- oczyma wyobrazni widze ten kuperek i podrygi baletnicy- cudowna :) nagralas juz moze jakis filmik??
    Problemu z paprochami nigdy nie mialam, Mloda zbierala kamienie i... magazynowala w policzkach :O, tu przezywalam chwile zgrozy- balam sie, ze cos polknie- ale nigdy tego nie zrobila.
    Jesli chodzi o spanie- powtorze za Agata- ja w 7-8 miesiacu zrobialm "zimny chow" i po trzech nocach Mlody spal bez przerw. Ok, nie byl na cycu - to moze latwiej, ale po kilku nieprzespanych nocach gryzlam i kopalam ;) wiec cos nalezalo zrobic. Tak, tak... wyrodna matka ;)
    Sciskam Was mocno - zdjecia sliczne.

    ps. pisalam wczoraj... w ferworze dyskusji chyba nie zauwazylas....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano pewnie, że mam filmiki :) Muszę się tylko nauczyć je tu wstawiać to pokażę Wam laurowe wygibasy :D
      Jezu, co te dzieci mają. Ja też myślalam, że Laura tylko memle paprochy i kłaki w buzi, no ale zawartość pieluszki kazała mi zweryfikować zdanie :S
      Dziewczyny, przekonałyście mnie. Tylko, kurde, pomimo moich nieśmiałych prób odstawienia, Laura jest wciąż na cycku, a w nocy to już w ogóle cyc to hit. I jak tu pogodzić jedno z drugim?

      ps. przepraszam, ze nie odpowiedziałam od razu - już się poprawiłam :)

      Usuń
  5. Czyli Ty też chcesz odstawić? :p też chcesz sie wysypiać? Jeeejku te nasze dzieciaki czasem jak dwie krople wody. Z problemami nam przysparzającymi:p Są przekochane ale jednak zawsze "cos". Chciałabym zobaczyć tańczącą Laurę :) nasz Kuba opanował ruszanie głową w takt i odkręcanie się. Potrafi tak wirować, aż padnie. Szkoda, że w nocy tak nie pada :D jak znajdziesz jakiś złoty środek na te noce koniecznie daj znać. . Z paprochami nie pomogę, Kuba co prawda początkowo też wykazywał nimi zainteresowanie, ale szybko mu przeszło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale z Laury zdolna dziewczynka! :) Gabrysia mimo że ma 16 miesięcy jeszcze nie opanowała sorterów, a to że uda jej się dopasować jakiś element to raczej kwestia wielkiego przypadku, ale i tak jest wtedy z siebie bardzo dumna, no i oczywiście ja też ;) Zazdroszczę tych przytulasów, u nas z tym ciężko, musi mieć dzień żeby przyszła sama się przytulić, nie mówiąc już o buziaku. Tuli wszystkie zabawki, całuje je, ale nas już nie koniecznie ;) .... Mamy ten sam problem zjadania wszystkiego co w ręce wpadnie, na dodatek Gabi robi sobie z tego świetną zabawę. Jak tylko zobaczy paproch to robi wszystko żeby dostać się do niego jako pierwsza... Liście to też nasza ulubiona zabawka ostatnio na spacerach :) Przed pojawieniem się Gabi na świecie nie myślałam że tak polubię jesień. Zawsze kojarzyła mi się z deszczem, początkiem roku szkolnego, jakaś taka przygnębiająca, a teraz nie mogę przestać się nią zachwycać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Może 13 będzie dla Was szczęśliwa i to będzie taka magiczna 13, że wszystko co złe, nie wygodne, uleci tego Wam życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. No proszę jaka bystrzacha :)
    Moje dziewczyny jakoś nie bardzo interesowały się paproszkami i chwała im za to :)
    Ja też najbardziej lubię ten poranny dobry humorek, ach zacałować wtedy można te urwisy małe :)

    OdpowiedzUsuń